Oberwałam za „całokształt „beznadziei w służbie/ochronie zdrowia

46
Pierwsza wizyta w maju.Przeniósł się do mojej wsi (ze stolicy),by zająć się matka staruszka z choroba onkologiczną.Lat 52, jakiś inżynier ( z własna działalnością).Kilka lat wstecz leczył się w W-wie-jak wszyscy „z powodu depresji”.Kojarzył wenlafaksynę i Biotropil.Zawiesił działalnosc,starał się o zasiłek opiekuńczy.Pamietam,ze bardzo zmęczył mnie ta wizytą,musiałam uważać na każde wypowiadane słowo.Wielomowny,momologujacy w temacie „beznadziejności w ochronie/służbie zdrowia”.Nie rzucał nazwiskami,ale „wściekły „na radiologa „który zachwycony,ze zobaczył kamienie w pechęrzyku uznał,ze to „przyczyna złego samopoczucia u matki.”I robiliśmy co jakiś czas to usg a on różnił kopiuj-wklej i nic nie widział”.No a „u mamy był rak”i przez owego konowała matka z rocznym opóźnieniem trafiła do onkologa.Nie bardzo wypytywałam o chorobę matki,bo przecież nie ona była moja pacjentką…Ów pacjent skarżył się na wyczerpanie,zmęczenie,problemy ze snem(matka wybudziła się kilka razy w nocy do toalety).Aa i w wywiadzie-niedoczynnosc tarczycy na Euthyreoxie ,po usunięciu tarczycy z powodu raka(przed wieloma laty). Rozp.F43 i zapodalam wenlafaksyne(bo dobrze ja kojarzył).Dostał leki na 2 miesiące.Przyszedł 2 dni temu.Poprzedniego dnia matka zmarła w szpitalu.Nie spodziewał się tego.Trafiła do szpitala(z niewydolnością nerek -jak zrozumiałam).”słabe parametry”,ale „poszła na własnych nogach”.Po 2 dobach-bez kontaktu i zmarła.On po leku poczuł się „lepiej”,zaczęło się „układać”i
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 46 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.