"Zażyła tabletkę aborcyjną, powiedziała o tym lekarce. W szpitalu czekali już na nią policjanci"."

852
"Pani Joanna mówiła policjantom, że nikt jej do aborcji nie zmuszał, sama zamówiła tabletki i zdecydowała o ich zażyciu, co w Polsce nie podlega karze. Nie pomogło. Czterech mundurowych pilnowało w szpitalu jednej przestraszonej kobiety. O jej historii dowiedzieliśmy się w "Faktach" TVN. - Policjantki kazały mi się rozebrać, robić przysiady i kaszleć. Rozebrałam się, nie zdjęłam majtek, bo wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające - opowiadała na antenie "Faktów" TVN pani Joanna. Następnie udała się na szpitalny oddział ratunkowy szpitala wojskowego w Krakowie. Tam, jak relacjonuje TVN, czekali już na nią policjanci. Czterech mężczyzn pilnowało jednej przestraszonej kobiety. Utworzyli kordon dookoła pacjentki, utrudniali nam pracę - mówił na antenie anonimowo jeden z lekarzy dyżurujących wtedy na SOR-ze. Pani Joanna przy innych pacjentach miała słyszeć hasła o przestępstwie, dopytywano ją o telefon, zabrano jej z torby laptop. Lekarz ma nie utrudniać pracy policjantom Na nagraniu ze szpitala widać, jak kobieta płacze i stwierdza, że w torbie miała laptop. Jeden z lekarzy pyta ją, czy policjanci zabrali jej komputer. Na to policjant stwierdza, że został on "zabezpieczony na protokół zatrzymania" i że lekarz ma nie utrudniać
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 852 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.