O pornografii turystycznej

79
39-latkowie podróżują bez sensu, zadłużają się i zabijają pracą w korpo, aby pozwiedzać. ****************** 30-latkowie podróżują bez sensu. "Taka turystyczna pornografia" – Ludzie uważają za naturalne, że muszą podróżować. To dla nich jak oddychanie albo mycie zębów. Dlatego chcą też, żeby tych podróży było jak najwięcej. Zinternalizowali ten przymus – mówi dr Dominik Lewiński z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Podróżuję tak często, jak się da. Odwiedziłem łącznie 45 krajów, na trzech kontynentach. W tym roku łącznie odwiedzę dwadzieścia, w tym dziesięć nowych, więc razem będzie już 55 – mówi Tomek, menadżer produkcji w łódzkiej fabryce. Ma 27 lat i każdy kolejny kraj dopisuje sobie w profilu na Instagramie w postaci jego miniaturowej flagi w opisie. – Dopisujesz je, bo...? – pytam. – To jak z kolekcjonowaniem znaczków – tłumaczy. Ania ma 28 lat, a Sara 32. Są specjalistkami ds. social mediów i nie liczą, w ilu krajach już były. Kiedyś to robiły, ale uznały, że to nie ma sensu, bo nie chodzi o "odhaczanie", a o przyjemność z bycia w innym, nowym dla nich miejscu. Szacują, że były łącznie do tej pory w 30-50 krajach. Tylko w tym roku Ania odwiedziła Islandię, Koreę, Brazylię, Hiszpanię, Portugalię, Wielką Brytanię, Niemcy i Szwecję. Sara: Singapur, Tajlandię, Rumunię, Włochy i Belgię. – Nie liczę także dlatego, że nie jestem pewna, czy liczyć kraj jako odwiedzony, jeśli byłam w nim tylko w jednym mieście – waha się Sara. Tomek ma na to receptę: osobno liczy miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, które uzna za "zwiedzone" (zwiedzenie trwa, zależnie od miasta, od kilku godzin do kilku dni). Zapisuje je sobie w tabelce w Excelu. Do tej pory zwiedził ich 106. – Podróże to sens mojego życia – mówią, gdy pytam, po co to robią. – To coś, co mnie napędza do działania, daje ochotę, żeby chodzić do pracy, wstawać z łóżka – mówi Sara. Ania i Tomek zwracają uwagę na aspekt robienia rzeczy "po raz pierwszy". – Bardzo lubię coś nowego zobaczyć, zjeść, doświadczyć – wylicza Ania. Tomek: – Trochę jak dziecko w wózku podziwiające park, w którym nigdy wcześniej nie było. Dla dorosłego złapanie tego poziomu zadziwienia jest trudniejsze, ale osiągalne. Dr Dominik Lewiński, medioznawca i badacz komunikacji społecznej z Uniwersytetu Wrocławskiego, gdy powtarzam mu słowa moich rozmówców, podsumowuje ich opowieści jako "późnokapitalistyczny dyskurs podróżniczo-turystyczny o charakterze kompensacyjno-dystynkcyjnym". – Tak po ludzku to znaczy, że dla nich te podróże stały się miernikiem wartości człowieka. Podróżują, bo nie będą się czuli wartościowi jako ludzie, jeśli nie będą tego robić. I ja to nawet rozumiem, bo ten dyskurs jest dziś w kulturze tak dominujący, że się z tego robi przymus podróżowania. I ludzie uważają to za naturalne, że muszą podróżować. Jak oddychanie, mycie zębów. Dlatego chcą też, żeby tych podróży było jak najwięcej – tłumaczy. "Nie wyobrażam sobie życia bez podróży" Czy podróżowanie to przymus? Takiej definicji od moich rozmówców nie słyszę, pada jednak hasło: "uzależnienie". – Nie wyobrażam sobie życia bez podróży. W czasie pandemii ich brak mocno siadł mi na psychikę – mówi Iga (31 l.), pracowniczka korporacji. Na swoim podróżniczym koncie ma "większą część Europy" i m.in. Iran, Azerbejdżan, Dominikanę. Sporo jeździ też po Polsce. W Warszawie ciężko jej usiedzieć. "Nosi ją". Podobnych stanów doświadcza Tomek, którego w pandemii tak męczył bezruch, że w desperacji umówił się z kolegą na wycieczkę do... Inowrocławia, bo to akurat miasto leżało w pół drogi między nimi. Po pandemii odreagowuje dalekimi kierunkami. Ania, jeśli nie jest akurat gdzieś daleko, jeździ po Polsce, np. na festiwale filmowe, ale i po Warszawie, w której mieszka. – Wszystko śledzę. Jak jest jakaś nowa wystawa, jakiś event, to zaraz tam idę. Nie ma wystawy czasowej, której bym nie widziała – tłumaczy. W podróży niekoniecznie jednak musi zwiedzać. Bardziej interesuje ją np. lokalna kuchnia. – Chodzi
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 79 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.