Pogrzebanie żywcem, czyli co niektórzy robią, żeby ukryć własne błędy

406
Powiadają, że lepiej wypuścić dziesięciu winnych niż skazać jednego niewinnego. Cóż, moja Izba ma odwrotne priorytety. Znacie moją historię. Dostałam się na wymarzoną rezydenturę, jednak popadłam w konflikt z kolegami. Chodziło o koleżankę, która rozbierała się dla kariery. Dzięki temu dostawała 75% procedur, choć rezydentów było pięciu. Oczywiście ja mogłam tylko robić papiery. Pyskowałam za głośno, skarżyłam się zbyt wielu osobom. Koledzy ukarali mnie, pisząc donos, w którym jedynym prawdziwym oskarżeniem było "picie nadmiernej ilości kofeiny". Jakimś cudem dowiedzieli się, że miałam załamanie nerwowe na studiach, co rozdmuchali, robiąc z tego... schizofrenię. Szefem mojej Izby był facet prawomocnie skazany za mobbing, więc oczywiste było, że uznał za punkt honoru przytemperować smarkulę, która ośmielał
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 406 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.