Ciąg dalszy obrabiania sprawy prof D z Bydgoszczy

15
Lekarz ginekolog i położnik: "Przestańmy już milczeć. Czas się otrząsnąć i stanąć za pacjentkami i nami samymi" E Profesor ginekologii stosuje mobbing, zastrasza pacjentki, nie wykazuje się empatią dla ich trudnej sytuacji, publicznie, wobec pacjentek podważa autorytet innych lekarzy. Tak się dzieje od lat. Były współpracownik profesora przerywa milczenie. Agata Szczygielska-Jakubowska: Pisaliśmy niedawno o bulwersującej sprawie wulgarnego języka, jaki wobec pacjentek i współpracowników stosuje prof. Mariusz Dubiel kierujący uniwersytecką Kliniką w Szpitalu Biziela i Katedrą Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, konsultant wojewódzki w zakresie ginekologii i położnictwa oraz w dziedzinie perinatologii. Lekarz stosuje mobbing, zastrasza pacjentki, nie wykazuje się empatią dla ich trudnej sytuacji. Publicznie, wobec pacjentek podważa autorytet innych lekarzy. Tak się dzieje od lat. Lekarze rezydenci opracowali listę jego "powiedzonek". I to wszystko: zastraszeni współpracownicy milczą, pacjentki o kontakcie z panem doktorem chcą jak najszybciej zapomnieć. Czy jest panu znana lista powiedzeń prof. Dubiela? Dr Bartłomiej Wolski: No cóż, ta lista krąży wśród osób z naszego środowiska od jakiegoś czasu i wiemy, że stworzyli ją lekarze rezydenci, którzy spisywali te „złote myśli" właśnie dlatego, że negatywnie to oceniają. Pracują dalej z prof. Dubielem i wiem, że teraz nikt z nich się do tego nie przyznaje, ze strachu, by nie stać się celem ataków profesora. Ba, nawet podpisują pisma protestujące przeciwko lekarzom, którzy do tej pory milczeli, pomimo odczucia na własnej skórze jego szkodliwych wobec pacjentek oraz niegodnych wobec kolegów i etosu lekarza zachowań, a w końcu ośmielili się otwarcie skrytykować jego postępowanie. Znane są panu skądinąd wulgarne sformułowania profesora Dubiela, jakie spisali lekarze rezydenci? Czy to możliwe, że profesor rzeczywiście mówił pacjentkom, które przychodziły do niego z wynikami badań od innych lekarzy, że "nie będzie czyichś żab łykał"? Sformułowanie, że "nie będzie czyichś żab łykał" albo wypraszanie kogoś słowem "wyp..." to są teksty serwowane od lat, a lista ta jest po prostu raportem z życia zawodowego dzielonego z prof. Dubielem. To, co się znalazło na liście rezydentów, mnie nie zdziwiło i każdy uczciwy ginekolog w mieście musiałby przyznać, że część z nich zna. Wydawałoby się, że od szefa kliniki wymaga się szczególnie wysokiej kultury bycia, jednak atmosfera odpraw lekarskich jest niejednokrotnie dowodem na wypaczenie etosu lekarza. Profesor bardzo często publicznie obraża ludzi, określając ich w niewybrednych słowach... Znam lekarzy i lekarki, którzy chcieli nawet wyciągnąć konsekwencje prawne, ale… poza tym, że dowiadywali się od kolegów, co o nich mówi profesor, to już nikt nie chciał zeznawać. Należy podkreślić: to naprawdę nie przystoi, ale dzieje się od dawna. Gdy myśli pan o prof. Dubielu, jakie ma pan pierwsze skojarzenie? Kim on jest? To człowiek bardzo „pamiętliwy" i krąży określenie, że nieusuwalny. Ma mnóstwo znajomości, które wykorzystuje i umie się odpowiednio wykorzystać. Potrafi napsuć mnóstwo krwi przez swoje intrygi, generowane plotki i manipulacje. Działa w tym przypadku też magia tytułu profesorskiego - tu zadzwoni, tam zadzwoni. Spotkałem się nieraz z utrudnieniami w pracy naukowej, szkoleniu specjalizacyjnym, rzucaniem kłód pod nogi, intrygami towarzyskimi w życiu prywatnym. Znam sytuacje, w których nieformalnie dowiadywałem się, że kontrole w jakimś gabinecie lekarskim były z powodu jego donosu. Zna pan osobiście profesora Dubiela? Pracowałem z prof. Dubielem w Szpitalu Miejskim im. Warmińskiego w Bydgoszczy. Wystarczająco długo, aby mieć dostateczną wiedzę na temat metod jego postępowania z pacjentkami, współpracownikami, wyrażania publicznie niegrzecznych uwag i złośliwości. Apeluję do kolegów i koleżanek lekarzy, uderzmy się wszyscy w piersi, bo po tych latach działalności prof. Dubiela wiemy od swoich pacjentek, jak zachowuje się w poradni badań prenatalnych, jak potrafi niegodnie i bezrefleksyjnie potraktować i tak już zestresowane ciężarne. Zresztą podobne zachowanie dotyczy zależnych od niego lekarzy, położnych czy sekretarek. Z przykrością stwierdzam, że to wina naszego środowiska, bo od lat to zamiatamy pod dywan. Czasem bez żalu rezygnujemy ze współpracy z profesorem, niestety ze szkodą dla pacjentek i przyjaźni z kolegami z lekarskiego teamu. Jak to się stało, że zaczęli panowie współpracę? Jako lekarz rozpocząłem pracę w klinice w szpitalu Biziela, gdy Kliniką Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej kierował prof. Wiesław Szymański, którego niezwykle cenię po dziś dzień. Pracowałem spokojnie, robiłem tam doktorat i specjalizację. Po doktoracie został mi rok do dokończenia specjalizacji. Okazało się, że w Szpitalu Miejskim był jakiś niedobór pracowników, zadzwonił do mnie prof. Dubiel z propozycją przejścia do pracy do niego. Oferował lepsze zarobki, ale przede wszystkim pracowało tam już kilku moich znajomych, którzy stanowili klasę premium w zakresie małoinwazyjnej chirurgii endoskopowej, którą jestem zafascynowany od lat i nie mogłem sobie wymarzyć lepszych nauczycieli. Pomyślałem, że może to i dobry pomysł. Pozostałem tam siedem lat, sama praca lekarska dawała mi tam niesamowitą satysfakcję i nauczyła przede wszystkim samodzielności oraz pozwoliła na intensywny rozwój zawodowy zarówno na sali operacyjnej, jak i porodowej. W czym się specjalizował profesor Dubiel? Generalnie profesor szczególnie zajmuje się ultrasonografią matczyno-płodową. Później, chyba około roku 2020, gdy z Kliniki w Szpitalu Uniwersyteckim nr 2 im. dr. Jana Biziela odszedł jej dotychczasowy kierownik, prof. Marek Grabiec, prof. Dubiel zajął jego miejsce, razem z najbliższymi współpracownikami z poprzedniej placówki, w której był kierownikiem. Zbierał pan przed przejściem do Szpitala Miejskiego opinie o nowym szefie? Nie znałem go prywatnie od strony ludzkiej ani w kontekście funkcjonowania społecznego. Nie miałem też pojęcia o tym, jakim był szefem dla swoich pracowników, bo moi znajomi koledzy i koleżanki pracujący tam byli dość oszczędni w opiniach. Moja wiedza ograniczała się jedynie do sfery działalności zawodowej, ponieważ znany był w środowisku diagnostyki prenatalnej w województwie kujawsko-pomorskim. Po konkursie na kierownika oddziału w Szpitalu Miejskim im. Warmińskiego, który wygrał doktor Marek Bułatowicz, świetny operator, znakomity lekarz, prawdopodobnie bezspornie miał n
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 15 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.