ale po co kupować ubrania z nowej kolekcji jesień-zima???

69
https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,30439725,mam-strzelbe-na-stole-chyba-odpale-dramat-branzy-odziezowej.html?_gl=1*xais82*_gcl_au*MjEyMzU0OTMwNC4xNjk4MDM3MTg4*_ga*NTExMzMzNjk4LjE2MDIzNjQzMzU.*_ga_6R71ZMJ3KN*MTcwMTE1NjY2Ni43NS4wLjE3MDExNTY2NjYuMC4wLjA.&_ga=2.62540456.560328230.1701156666-511333698.1602364335#S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy Nie jedziemy nawet na oparach, bo oparów już nie ma - mówi Paweł Pawlak, współzałożyciel stowarzyszenia, które szuka ratunku dla polskiej branży odzieżowej. Rozmowa z Pawłem Pawlakiem, prezesem Stowarzyszenia Polskiej Branży Odzieżowej, właścicielem firmy Adika Collection. Alicja Zboińska: Co się dzieje w branży odzieżowej? Paweł Pawlak, prezes Stowarzyszenia Polskiej Branży Odzieżowej, właściciel firmy Adika Collection: - Nastąpił całkowity spadek sprzedaży, jesteśmy wszyscy na dnie. To jednak pozycja w miarę dobra, bo jest od czego się odbić. Sytuacja w branży wygląda tak, że nie ma klientów, sprzedaż sezonu jesienno-zimowego została całkowicie zablokowana. W tym momencie sprzedaż odzieży po prostu nie istnieje. ie dotyczy to tylko mojej firmy i tych, które sprzedają odzież w wielkich centrach hurtowych Ptak w Rzgowie pod Łodzią czy w Głuchowie. Wszyscy polscy producenci ubrań mają ten sam problem, przeżywamy to samo. Zostały zatrzymane praktycznie wszystkie płatności, nie są regulowane żadne rachunki. Pojawił się problem z dojazdami do miejsc handlu, brakuje pieniędzy na paliwo. Jak do tego doszło? - Zaczęło się od przedłużenia lata o parę miesięcy. Ciepły wrzesień i październik oznaczają automatyczny koniec sprzedaży kolekcji jesienno-zimowej. I to zanim w ogóle się rozpoczęła! Chodzi nie tylko o kurtki i płaszcze, ale i lżejsze ciuszki. A teraz, gdy się ochłodziło, klienci nie kupują nowych ubrań, tylko wyciągają stare z szafy. Pozostaje nam jedynie doczekać do sezonu wiosennego i letniego. Nie jesteśmy w stanie sprzedać kolekcji jesienno-zimowej - i to zarówno w cenach pełnych, jak i obniżonych nawet o 50 proc. Podejmowaliśmy takie próby, ale nie było rezultatu. Jak to wszystko przekłada się na kondycję firm odzieżowych? - Nie ma mowy o żadnej kondycji firm. Mówimy o braku wypłacalności, wszystkie nasze środki zostały zainwestowane w kolekcję jesień-zima. Działo się tak od czerwca, minęło pięć miesięcy, kolekcja się nie sprzedała, nie mamy pieniędzy na dalszą produkcję. Jak mamy utrzymać firmy, miejsca pracy, skoro nie mamy pieniędzy na surówki, na tkaniny, na podstawowe rzeczy? Nie mamy także pieniędzy dla naszych rodzin, na zakup podstawowych produktów spożywczych, na codzienne funkcjonowanie. Żal nam pracowników, trzymamy się razem. W mojej firmie staram się, by pensje się nie nawarstwiły, by poprzednia została wypłacona, zanim trzeba będzie przekazać następną. Robię to w czterech-pięciu ratach, ale w tym momencie zagrożone są nawet wypłaty ratalne, bo już nie ma pieniędzy. Dotyczy to całej branży, coraz więcej firm ma poważne zadłużenia. Firmy upadają, ludzie w depresji Czym dla firmy z branży odzieżowej jest poważne zadłużenie? - Dla bardzo małej, która zatrudnia kilka osób, to 100 tys. zł długu, dla średniej - z kilkunastoma pracownikami - to około półmilionowe zadłużenie. Długi dużych firm, zatrudniających kilkadziesiąt osób, dochodzą już do miliona złotych. To niezapłacone pensje, składki do ZUS, podatki, czynsze, raty kredytów, leasingu. Wypowiadane są kredyty obrotowe, umowy leasingowe na maszyny. Dla firmy to oznacza bankructwo, bo jeśli nie przystąpi do spłaty zadłużenia, to odbierane są maszyny i przedsiębiorstwo traci możliwości działania. Obserwuję, że firmom leasingowym nie zależy na odbieraniu maszyn, chcą, by branża działała, by sobie poradziła. Potrzeba natychmiastowej reakcji, gdyż dochodzi do tragedii. Właściciele wielu firm zaczynają wpadać w totalną d
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 69 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.