Dlaczego nikt nawet nie próbuje mnie przekonać argumentami merytorycznymi?
55
Teoretycznie powinienem lubić UE. Jak w 1981 roku pojechałem do Austrii, byłem nią zachwycony.
Inny przykład: gdy łaziłem sobie po szlakach górskich w latach 80-tych i 90-tych i mijał mnie jakiś miejscowy na dwusuwowej motorynce, z której szedł siwy dym, to też w tym momencie byłem przeciwko spalinom, a przynajmniej przeciw używaniu tego typu pojazdów w pewnych miejscach. W pewnym sensie mogę zrozumieć zalążek koncepcji "stref czystego transportu".
Jeszcze inny przykład: Za młodu zawsze twierdziłem, że pochodzenia czy orientacji seksualnej człowiek sobie nie wybiera, zatem w żadnym razie nie powinien być z tego powodu dyskryminowany czy społecznie piętnowany. Jest to zresztą zgodne z imperatywem kategorycznym.
Powinienem lubić UE i jej pomysły. Dlaczego zatem nie lubię?
Po pierwsze dlatego, że pewne pomysły, w gruncie rzeczy sensowne, są wprowadzane na siłę a w dodatku z "uspołecznianiem kosztów". Weźmy takie auta elektryczne. Sytuacja jest taka, że: 1- one są drogie, 2- innych ma nie być. Czyli rzeczywistość jest zmieniana NA KOSZT KONSUMENTÓW, a nie na koszt "reformatorów". Tymczasem ja stoję na gruncie stwierdzenia, że wszelkie pożyteczne reformy są godne pochw
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 55 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.