Co tu dalej ze sobą zrobić? Dylemat ws pracy.

37
Cześć Mam taki problem. Po przeprowadzce. Pracuję w średniej wielkości szpitalu powiatowym (powiedzmy 400 łóżek) z podstawowymi czterema oddziałami plus urologia, laryngologia, płucny, kardiologia, neurologia. Operatywa - nieduża, może 6000 zabiegów rocznie to maks. Pracuję w formie dyżurowych pakietów - 31h, ewentualnie raz w czas 48 h. Obecnie to 6-7 dób plus 4-6 "pozostań". Głównie blok operacyjny, na OiT jest stały zespół trzyosobowy, wchodzi się tam tylko na dyżury. Na bloku ostatnie 3 miesiące to głównie nadzór nad młodym niespecjalizantem nierezydentem (bardzo ogarnięty gość), czasem nad ludźmi z tzw wschodu. Pracuję w tym miejscu 6 lat, kiedyś pracowałem dużo więcej godzin (260-300), w międzyczasie okazjonalne dyżury w wielkim molochu i czasem pojedyncze dni. Poza tym Poradnia Żywieniowa (duża poradnia, bardzo dużo pacjentów), Respiratory w domu (mam na szlaku). To nie jest rozwojowa praca, ale nie zajmuje mi dużo czasu, a daje dużo pieniędzy (tyle co 200 h w szpitalu). No i Poradnia Leczenia Bólu - ale to jest dopiero w powijakach. Mam wrażenie, że robię się "głupszy"? Mniej sprawny? Może to jednak tylko wrażenie? - primo - nie pracuję w codzień, dodatkowo ten nadzór - secundo - nie mam mnie prawie w OiT, poza tym w OiT generalnie to metody króla Ćwieczka (OiT i tak nie lubię, poza politraumą i polem walki) - tertio - ludzie nie chcą się uczyć, nie chcą sensownych nowości, najlepiej, żeby było jak było i żeby było tylko więcej kasy. Poza tym moja sytuacja geopolityczna jak to mawiał jeden z moich szefów wygląda tak, że: - do obecnego szpitala
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 37 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.