wytrzymam pokutę tego piątku, Wielkiego.

42
droga ZEN. Nie jest łatwa. Ale są postępy. Dziś dłuuuugi grafik, aż do wieczora. Wiadomo że okres świąteczny sprzyja eskalacji świrskich larw, trzeba brać to pod uwagę. Na razie dwie. Jedna to pacjentka która nawiedza mnie od lat. Posługująca się bardzo dobrym angielskim 30 -latka z którejś azjatyckiej posowieckiej republiki, nie pamiętam której. Mam z nią problem. To jest ta typowa sytuacja w której niby nic, ale jak mawiała moja była dyrektorka z sieciówki (zmiany, zmiany, rotacje....) po prostu jest czasem taki układ, który nie dialoguje. Ona mnie irytuje. Jest spokojna, nie trzaska drzwiami, nie czepia się, odpowiada na pytania. Ideał, nie? Ale ma w sobie jakieś takie namolne anankastyczne czepiactwo. Chce badań, potem je neguje (że za mało dokładne, za mało swoiste). Ma jakiś procent racji, pewnie. Ale wiecie, atmosfera jest taka, że po prostu "wszystko źle". i wiecie co jest najgorsze w takich pacjentkach? One wracają. ja już na bezczela czasami wzdycham, prycham, dodaję świadomie ton zniecierpliwienia do wypowiedzi. Ona to widzi, widzę że widzi. Ale nie
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 42 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.