refleksje o etapach

3
to jest równie dobrze o mnie jak i każdym, choć oczywiście, piszę tu ze swojego punktu widzenia. Etapy które mam na myśli, są doświadczeniem, często wielokrotnym, dokładnie każdego, niemniej to jak one się wzajemnie ze sobą układają, nakładają i co znaczą, jest już indywidualne, ba, ktoś powiedziałby że wręcz definiują odrębność danej osoby, i miałby rację. Po jakimś dużym wydarzeniu: rozstanie, śmierć osoby bliskiej, może zmiana pracy (lekarze jak wiemy nie są tu dobrym przykładem, cóż, zmiana trzeciej z pięciu aktualnych prac na inną to nie jest epokowe wydarzenie), może choroba, może koniec choroby, ogólnie, coś co nazywa się "Zmianą", taką przez duże Z, przechodzimy przez słynne etapy do cna zgrane i opisane na wszelkich blogach, w poradnikach psychologicznych itd. To o co mi chodzi dziś, to wzajemny stosunek tych etapów, to jak się ze sobą gryzą i jakie niesie to ryzyka. Weźmy mnie. Jedną z moich cech charakteru jest porywcza niecierpliwość, jak się coś wydarzy, zmieni (choćby głupia zmiana kontraktacji na jeden punkt NISOL) to działam kompulsywnie, impulsywnie i bardzo szybko, choć w sposób kierunkowany. Z drugiej strony jestem słynnym forumowym prokrastynatorem i to naprawdę się dzieje, co więcej, nie ma w tym sprzeczności, po prostu z nożem na gardle działam szybko, raczej prawie na pewno za szybko, niepotrzebnie szybko, a bez noża- no, zostawiam sprawy na lata. To w obliczu spraw dużych czy np fundamentalnych wręcz jak np rozpad małżeństwa, też generowało takie działania. Prz
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 3 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.