wystarczą 2 minuty.....
4
taaaaaak.
W przypływie zmęczenia i wkurzenia dyzurowego (jeden z tych dyżurów "nie takich": ilościowo dyżur marzeń, na razie 30 pacjentów więc po prostu epifania, no tylko jakich: durne męczące telefony, kilku relatywnie ciężkich pacjentów, ogólne poczucie że ilość przeszła w jakość) - oglądam to:
https://www.youtube.com/watch?v=AxBreBnKRcw
to znaczy, zacząłem oglądać, dotrwałem do drugiej minuty i piętnastej sekundy (w tym czołówka).
No i Dr Sieczko wali w tyle razy omawianym tu ratowniczym trybie.
Martyna pyta go czy pamięta swój pierwszy dyżur, a on tak, pamięta, szedł jak na "D-day" oczekując urwanych kończyn, resuscytacji dziecka, ludzi pod tramwajem i zderzenia autobusu z ciężarówką.
A tu nic się nie dzieje. 2 wyjazdy w tym do bólu brzucha.
I już ten przejęty od ratowników pogardliwy uśmieszek, że "nawet nie stan zagrożenia życia".
Kilka myśli:
1. nikt z nas nie umie zdefiniować stanu zagrożenia życia dlatego ustawa o PRM się do tego nie odwołuje bo to jest pojęcie widmo: niby każdy czuje ale jest skrajnie rozmyte. Czemu funkc
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 4 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.