antyzegarmistrz czyli MedUsus polemizuje z popkulturą

55
Okazja oczywista a nieuniknione wzmożenie tylko wzmacnia chęć. Struktura konstrukcyjna jest jak to zwykle u Woźniaka bardzo prosta. Są to jednak te szczególne momenty w kulturze kiedy osoba obdarzona błyskiem inwencji, z prostoty wyczarowuje wiele, Woźniak ma tak praktycznie zawsze. To jeden z tych kompozytorów trywialnych i bardzo zachowawczych melodii gdzie nie znajdziesz ani szokujących modulacji ani brawurowych skoków interwałowych, ba, większość rozgrywa się na jednej wysokości dźwięku w danej frazie, a już w omawianym przypadku szczególnie. Można by powiedzieć - Woźniak tak komponował jak Grechuta czy Młynarski śpiewali, czy tam na odwrót, wiecie, to jest takie pa pa pa pa pa przy czym pa oznacza ten sam dźwięk, no tyle że w to trzeba umieć by uzyskać efekt; Woźniak umiał. Jeśli kto mówi że Grechuta nie śpiewał tylko melorecytował, to może też powiedzieć że Woźniak nie pisał melodii tylko melorecytacje, z których istotny efekt sonorystyczny wydobywał całą resztą. A no i właśnie, bo to jest muzyka sensualna, ta "gorsza". Tu tematy melodyczne wyrwane z kontekstu są niczym, są niemal muzycznym pustosłowiem bliskim miarowemu stukaniu palca o blat stołu. Czym wygrywa Woźniak? To kompozytor syntetyczny. Tematy z lubością oscylujące koło molowej toniki, dające pozór głębi i treści. Wyjątkowy, niepowtarzalny, poetycki wokal, o jedynej barwie (typowe dla panów o nazwiskach zaczynających się na końcowe litery alfabetu jak W czy Z, idiomatyka ich głosów jest rozpoznawalna w sekundę: Woźniak, Wodecki, Zaucha, czy z nowszych Wiśniewski czy Zalewski- jacy oni tam są tacy są ale swoją barwę mają). Aranżacja nawiązująca już to idiomów musicalowych, już to do mainstreamowej muzyki filmowej, oczywiście czerpiąca też, bo od tego nie da się abstrahować, z kanonów R&B z których czerpie przecież ponad 90% popowej muzyki całego świata, ale owiana nutką poetycką, nostalgiczną, artystowską- można by rzec, że Woźniak, związany całe życie z Warszawą, stanowił warszawską, luźniejszą, mniej nadętą emanację krakowskiej Piwnicy, pisząc też na ogół lepszą, mniej pre(isner)tensjonalną muzykę niż twórcy zaczadzeni podwójnie (smogiem i dymem papierosowym Piotrka i jego dworu). To wszystko jeszcze polane poetyckim, silnie metaforycznym i "skrzydlatym" sosem tekstów Chorążaka, efekt jest spójny, idiomatyczny, artystyczny, autorski, poetycki, nostalgiczny. Dziewczyny na koncertach w klubach studenckich miały mokro? Oj miały. Co jest nie tak z Zegarmistrzem? Nic. To jest niezwykle kompetentnie napisana, z tą typową iskrą Bożą którą słychać i która porywa - piosenka, która przez swą egzotyczną ładność (nie piękność, ładność), zdobywała serce pokoleń i weszła do kanonu. Czemu? Bo niby znajoma smakuje jak egzotyczny owoc, bo niby zrozumiała rodzi mnogie pytania ("zegarmistrz" sp
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 55 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.