Dzień nasz powszedni.
26
Dziś mam popołudniówkę w przychdoni.Planuję sobie przejechać przed pracą malowniczą trasę rowerowa trasę ca 70-80 km.Z premiami górskimi , wokół zapory.
Rano jest zimnawo, wiec opakowuje się w te wszystkie lykry, nogawki, rękawki, opaski, owijki, owiewki etc Słowem człowiek z lykry. Przekładam nogę przez ramę rowerową celem dosiadu mego rumaka i.... bach dzwoni telefon. Odbieram w locie i okazuje się , że ta druga zmiana to misklik, a pacjenci już czekaja na mnie od pół godziny i podobno sie denerwują. Zostaję tą z noga uniesioną nad ramą jak za przeproszeniem sikajacy pies i z podkulonym ogonem zasuwam do przychodni.
A tam nie jest lekko.Same ciężkie przypadki.
Niewiasta po urazie kolana z wypisaną LMWH na sorze, ale na 100%, domaga sie refundacji. W ogóle daje się zauważyć trend, że w szpitalu pisze się wszystko na 100%, niech się pacjent użera z doktorami rodzinnymi o zniżkę...
Ciekawe czy klient nie może ścignąć takiego doktora. Ale weź go potem dopadnij, jak właśnie zszedł z dyżuru ,albo pos
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 26 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.