dozgonna wdzięczność za porcję śmiechu
24
Ile mi lewackie obłąkanie krwi napsuje, tyle napsuje.
W czasie kaszlu 2020, straciłem resztki równowagi psychicznej z powodu idiotyzmów lewackiej przemocy.
ALE: wspominałem też, że ileś razy leżałem na ziemi i turlałem się ze śmiechu.
Lewacy to obłąkani przemocowcy, ale ich zdolność do przekraczania nieskończonych granic absurdu daje też okresowo zdrowy, mocny śmiech.
Teraz też turlam się ze śmiechu.
Wklejam.
To jest czyste złoto.
Odczuwam dozgonną wdzięczność wobec lewactwa: jest głównym źródłem i powodem mojego zdrowego, tubalnego śmiechu.
""Lex Kamilek" paraliżuje pracę szkół. Małopolska kurator oświaty: "To nas przerosło"
Olga Szpunar
Gazeta Wyborcza
Czy rodzice, którzy jadą z uczniami na basen i pod okiem nauczyciela pomagają im suszyć włosy, powinni dostarczyć szkole zaświadczenie o niekaralności? Czy powinni mieć je pracownicy zakładu, który przyjmuje nieletnich na praktyki? Nauczyciel: - "Lex Kamilek" to paraliż zamiast realnej pomocy.
- Mam traktować każdego jak przestępcę? Nie możemy żyć w takim przekonaniu. Tymczasem ludzie wpadli w panikę. Koleżanka po fachu ma segregatory wypchane różnymi zgodami. Na przykład zebrała od rodziców wszystkich uczniów pisemne oświadczenia, że nauczyciel wuefu może dotknąć ich dziecko podczas asekuracji przy wykonywaniu ćwiczeń - opowiada Magdalena Mazur, dyrektorka Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 12 w Krakowie.
Przyznaje, że jej coś takiego nie przyszłoby do głowy. Nie zbiera też zaświadczeń o niekaralności od rodziców, którzy pomagają szkole w opiece nad dziećmi: jadą na basen, chodzą z klasą np. do kina czy jeżdżą na wycieczki: - Przecież nie zostają z uczniami sam na sam. Zawsze jest jakiś nauczyciel - zauważa. Tymczasem stanowisko MEN w tej sprawie jest jednoznaczne.
W szkołach od września obowiązuje tzw. ustawa "lex Kamilek" czyli nowelizacja Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Została przyjęta już w lutym, po tym, gdy ośmioletni Kamil z Częstochowy zmarł pobity przez swojego ojczyma (wcześniej był również przez niego przypalany papierosami i sadzany na gorącym piecu). Przychodził z obrażeniami do szkoły, nie otrzymał pomocy na czas.
Zgodnie z nowym prawem wszystkie placówki, w których przebywają dzieci, miały do września opracować i wdrożyć własne standardy ochrony małoletnich. O tym, że danie im w tym zakresie wolnej ręki może prowadzić do absurdów, pisaliśmy jeszcze w kwietniu tego roku. Już w lutym w Internecie pojawiły się bezmyślnie kopiowane przez placówki oświatowe gotowce. I tak na przykład w jednym z kieleckich żłobków w standardach ochrony małoletnich najwięcej miejsca poświęcono... zasadom korzystania z internetu przez maluchy.
W nowelizacji ustawy znajduje się istniejący już wcześniej wymóg weryfikacji karalności przyjmowanych do pracy nauczycieli, nie ma w niej jednak jasno określonych form kontaktu nauczyciel - uczeń. To zadanie należało do szkół. Część z nich zakazała np. kontaktu poprzez media społecznościowe.
- Nie będę uczniów wyrzucał ze znajomych na Facebooku, to głupie. Żyjemy w XXI wieku i kontakt poprzez różnego rodzaju komunikatory jest czymś
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 24 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.