okruch czegoś w mym sercu.....(?) (!) (#) (&) (;) ???

80
ogólny pogląd jest taki: mam lodowy cierń w sercu. Po drugie, ja i zwierzęta to zbiory rozłączne. Znajoma miała kota. Historia jakich wiele. U jej matki w domu, na wsi, kocica podrzuciła kocięta. Taka kocica dachowiec, kot polny, kot wiejski, kot niezależno-bezdomno-samoswój. Jedno kocię zginęło szybko. Drugie zostało przygarnięte. Wszystkie etapy, bo ta matka znajomej ma swoje silne anankazmy, kot ma być na podwórku itd, obsesje czystości i utrzymywania porządku w domu itd itd, to były całe batalie, by wszedł do domu, najpierw do przedsionka, potem do kuchni. Cały proces. Miesiące. Potem jednak się udomawiał. Karmiony, pieszczony, cały czas pozostawał kotem polnym i znikał na całe dnie, ale wracał, zawsze wracał. Łowny, łapał myszy, ptaki, normalny, sprawny kot. Stał się ulubieńcem tego domu. Dziś zginął na jezdn
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 80 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.