Lekarz jako pacjent a następnie jako pracownik oddziału gdzie go leczono
48
Post być może powinienem był zamieścić w kategorii "lekarz jako pracownik", ale liczę że przyciągnie szczególną uwagę lekarzy pracujących na psychiatrii i w oddziałach odwykowych. Najpierw przedstawię sytuację, a później problem. Wywód jest rozwlekły, ale bez detali się nie obejdzie, nie jest to zbyt interesujące, jak nie macie energii, machnijcie ręką ;)
Dorabiam od ponad roku w Monarze na część etatu. Część kadry jest medyczna, a reszta to tzw. społeczność terapeutyczna, przy niej są wychowawcy, częściowo neofici, częściowo psycholodzy - "wychowawcy". Lekarze się muszą dogadać z wychowawcami w sprawie członków społeczności, a po mojemu pacjentami.
Z psychiatrii jestem ja, drugi lekarz jest z interny i od zakaźników, pracujemy z pielęgniarką. Pielęgniarka na etacie i prawie codziennie, z kolegą dojeżdżamy w inne dni w określoną liczbę dni w tygodniu czy miesiącu. Moja robota to "przyjęcie pacjenta", ocena stanu fizykalnego na wejściu, ocena psychiatryczna, ewentualne leczenie psychiatryczne, papiery, zwolnienia, czasami na określonych warunkach recepty + różne inne sprawy. Kolega z interny konsultuje internistycznie, z akcentem na program HIVowe, odsianie osób które wymagają dalszej diagnostyki na zewnątrz. Dogadaliśmy się z pielęgniarką i lekarzem, dbamy o przepływ informacji, usiłujemy się nie dawać wciągnąć w kaprysy i manipulacje uzależnionych. Mając na uwagę niewiarygodną wręcz roszczeniowość trzeźwiejących czasami trudno trzymać granice, ale myślę że nie jest źle.
Z kadrą "Monarowska" trudno mi się rozmawiało, radośnie przyznawali się do niewiedzy w sprawach medycznych, za moimi plecami kwestionowali moje zalecenia, obrabiali mi dupę że tr
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 48 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.