"na SOR powinien mieć dyżur prokurator"

8
już dawno pisałam, że lekarz z instynktem przetrwania, który nie chce skończyć "kariery" na wycieczkach do prokuratury (nie zawsze z własnej winy - często niestety trzeba się tłumaczyć z zaniedbań kolegów czy też organizacyjnych szpitala) niestety, musi się trzymać z daleka od SOR. Może jest kilka SOR w skali Polski gdzie dobra obsada i organizacja pracy gwarantują ratunkowemu jako-taki komfort pracy - niestety w Polsce powiatowej (a jak widać także w Krakowie) to się nie zdarza. Dlatego uważam, że ratunkowy w naszych realiach powinien - w miare możliwości - unikać dyzurów w SOR (lub pracować tam minimalną ilość godzin, nigdy 24h) oraz pracować na etacie z DOBRĄ stawką . https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,31598804,na-sor-ach-powinni-miec-dyzury-prokuratorzy-wstrzasajace.html?_ga=2.70412816.1627846949.1736405868-410750869.1726750985&_gl=1*wg6yq1*_ga*NDEwNzUwODY5LjE3MjY3NTA5ODU.*_ga_6R71ZMJ3KN*MTczNjQwNTg2Ny4yOS4xLjE3MzY0MDcwMjEuMC4wLjA.*_gcl_au*MjEzNTUyMDQ2My4xNzMzNTczNjMz#S.TD-K.C-B.4-L.2.duzy "Na SOR-ach powinni dyżurować prokuratorzy". Wstrząsające relacje pacjentów SOR pacjenci Rzecznik Praw Pacjenta SOR szpital uniwersytecki w krakowie szpitale szpitalny oddział ratunkowy zdrowie Lepiej umrzeć we własnym domu - mówią starsi pacjenci, trafiający do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Opisywana przez nas historia 84-letniego pana Wiesława z krakowskiego SOR nie jest odosobnionym przypadkiem. Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w związku z opisywaną przez nas historią pobytu na tamtejszym SOR 84-letniego pacjenta. - To, co wydarzyło się na SOR, jest w naszej ocenie bulwersujące - podkreśla Paweł Grzesiewski, dyrektor Departamentu Prawnego z biura RPP. I mówi o szeregu zaniedbań oraz nieetycznym zachowaniu personelu na oddziale. - Przedstawione w materiale zastrzeżenia są bardzo poważne i zdecydowanie do takich sytuacji nie powinno dochodzić - dodaje. pacjenci Rzecznik Praw Pacjenta SOR szpital uniwersytecki w krakowie szpitale szpitalny oddział ratunkowy zdrowie Na SOR przyjechał przytomny. Teraz jest w stanie krytycznym Chodzi o opisywaną przez "Wyborczą" sprawę 84-letniego pana Wiesława, który trafił na krakowski SOR dzień przed sylwestrem. Miał zawroty głowy i chciało mu się wymiotować. - Kiedy wezwałam do męża pogotowie, początkowo nie chciał się zgodzić na przewiezienie do szpitala, ale w końcu uległ. Do karetki chciał nawet iść o własnych siłach - opowiadała nam pani Danuta, żona 84-latka. Kiedy jeszcze tej samej nocy kilkakrotnie dzwoniła do szpitala, słyszała, że mąż jest w trakcie diagnostyki. To samo było rano. Nikt nie chciał jej udzielić żadnych informacji. W końcu sama pojechała na ul. Jakubowskiego. - To, co tam zobaczyłam, to był prawdziwy horror. Mąż leżał na wznak rozebrany na łóżku, w samym pampersie, nogi miał podrapane do krwi, jakby ktoś z nim walczył. Usta brązowo-żółte i całe spierzchnięte. Wiem, że mąż zwymiotował w szpitalu, bo jego ubranie, które mi wydano, było brudne, a mimo to przez cały ten czas nikt nie podał mu nic do picia, nie podłączono nawet kroplówki. Kontakt z nim był utrudniony. Zdołał jedynie wyszeptać, że chce mu się pić. A jeszcze poprzedniego dnia wieczorem z nim rozmawiałam i był w dobrym stanie - relacjonuje pani Danuta. Z relacji kobiety wynika, że w czasie pobytu rodziny na oddziale, do pana Wiesława podeszła osoba z personelu szpitalnego z plastikową butelką w ręce i dosłownie - jak mówi pani Danuta - wlała leżącemu na wznak mężczyźnie wodę do ust, a ten zaczął się krztusić. Następnie wystąpiły u niego duszności. Nawał pacjentów na SOR W karcie zgłoszenia zdarzenia niepożądanego, która została sporządzona na SOR, czytamy, że "po zgłoszeniu rodziny o pojawieniu się duszności uniesiono pacjenta do pozycji siedzącej umożliwiającej odkrztuszanie. Podjęto też próbę odessania dróg oddechowych i podłączono tlen". W rubryce podjęte działania czytamy też: "poinformowano rodzinę o specyfice i zasadach funkcjonowania Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, o natłoku pacjentów w oddziale". W karcie napisano, że tuż przed wystąpieniem duszności i krztuszeniem się "rodzina poiła chorego", a wcześniej w czasie pobytu na SOR "pacjent nie prezentował zaburzeń oddechowych". W rubryce "czynniki wpływające na wystąpienie zdarzenia" szpital przyznaje: "Natłok pacjentów w SOR". W tym dniu miało ich być 150. Szpital odmówił nam odpowiedzi na pytanie, ile osób z personelu znajdowało się wówczas na oddziale. - Przez dłuższy czas nie chciano nam nawet udostępnić dokumentacji z leczenia. Kiedy w końcu dostałyśmy dokumenty, o
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 8 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.