ODPAD (zasadniczo: nie czytać, olać, oznaczyć jako wątek ignorowany!!!!!)

168
Postanowiłem zamieścić wpis w paradygmacie „typical old school annoying meduza” ponieważ, było nie było, jest to nadal, pomimo powracających tendencji do kancelowania meduzy, jedyne miejsce gdzie mogę liczyć na zrozumienie przez 0,5-1 % czytających. I niezależnie od tego, że ostatnio zaliczyłem na K24 znaczne psychiczne spięcie wywołane tą kancelacją, mimo wszystko nadal doceniam, że jest to jedyne miejsce we Wszechświecie, gdzie mogę liczyć na zrozumienie przez 0,5-1 % czytających, wszędzie indziej gdzie próbowałem, wskaźnik ten jest kilkadziesiąt-kilkaset razy gorszy. Rano wychodzę z bloku, idę do auta, chcę wyrzucić trzymaną w ręku papierową torebkę niewielkich rozmiarów zawierającą jeszcze nieznacznych rozmiarów rozmaite śmieci z gatunku “zmieszanych”. Przy chodniku zamontowany jest kosz na śmieci, taki na słupku, a jakieś 30 metrów dalej jest wiata śmietnikowa. Myślę: wyrzucę do kosza. Wyrzucam. Z tyłu, za moimi plecami bezceremonialnie drze ryja pani sprzątająca klatkę schodową, która akurat szła w stronę klatki schodowej by ją sprzątać, i akurat znalazła się 5 metrów za moimi plecami w tej chwili. Że co to za brak kultury, że się tak nie wyrzuca, że co za chamstwo, że ona zadzwoni do spółdzielni i zgłosi. A zgłoś - mówię, ale baranieję. Zaraz, chwila, uspokójmy się, zbierzmy myśli. Ja jestem: ksobny, aspołeczny, niedojrzały, egocentryczny, niedbający, niemiły, reagujący agresją, dziwaczny, niedostosowany, mizoginiczny i co tylko chcecie. Ale na litość, tak mama, jak i pani w przedszkolu, jak i pani w szkole, jak i oszalali lewaccy społeczniacy, jak i nawet inne grupy- ogólnie mają zgodność w przekazie że się nie śmieci, że się śmieci wyrzuca do kosza, tu nie było nigdy jakichś fundamentalnych sporów, to się po prostu robiło. Więc robię. Coś
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 168 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.