Wizyta w zoo(nie mylić z konferencją), czyli co zrobić, żeby zamieszkać w pustelni

112
Jestem na konferencji. Jeżdżę, bo zawsze jeździłam, bo lubię, bo dużo korzystam, gdyż jestem leniwym kujonem, czyli lubię dostać kwintesencję na tacy. No i daje mi to ( złudne?) poczucie przynależności (?). Środowisko- było, nie było- wybrane, selekcja wg określonego klucza. Czyli teoretycznie nie powinno być ekstremalnych odchyleń od ogólnie przyjętej definicji kultury i jako takiego obyczaju . Wchodzę na salę, siadam w losowo wybranym miejscu, wcześniej pytając, czy wolne, pomiędzy panem ma oko w moim wieku i panią - w wieku bardziej, czyli ca 75. Znaczy wychowani jeszcze po staremu, bo w tej historii ma to znaczenie. Zaczyna się wykład, mija około 20-30 minut- panu po lewej jakoś się dziwnie, nierytmicznie kiwa głowa- zerkam dyskretnie- klasyczny dzięcioł, ale chociaż nie chrapie. Co jakiś czas reaguje na żywszą modulację głosu wykładającego, z trudem podnosząc powieki,ale dzięcioł wygrywa. No cóż, może z Gdańska jechał, kto wie? Pani z prawej początkowo niby dyskretnie ,ale jednak, zerka na mnie- skanowanie, jak baba babę. No też klasyk, nic nowego. I to by było całkiem spoko, a
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 112 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.