Podcięte skrzydła meduzy czyli czemu nie umiem wsadzać
4 maja 2025, 06:1320
Zainspirowany wpisami koleżanki @Memi, mam ochotę na moją spowiedź niedorobionego endoskopisty.
Tezy:
1. koleżanka Memi twierdzi, że skoro przez 15 lat nauki nie udało mi się nauczyć porządnie kolonoskopii, to coś musiało "podciąć mi skrzydła".
2. jest prawdą, że endoskopii nie wykonuję i nie będę wykonywać, no chyba że wojna, szpital polowy z dostępem do sprzętu i brak innej opcji
Moja nauka endoskopii zaczęła się równolegle praktycznie z początkiem specjalizacji z chorób wewnętrznych. W tym czasie pracownia endoskopii posiadała juz wideoendoskopy, ale dumnie wisiały też, i były używane endoskopy optyczne, wiecie takie co to światło miały owszem elektryczne, ale optykę tradycyjną i endoskopista manewrował aparatem mając oko (jedno) przyklejone do okularu endoskopu, gdzie maleńki i słabo oświetlony obraz dawał iluzję kontroli nad procesem i owszem, pewnie gigantyczne raki, ogromne wrzody i duże polipy pokazywał, ale niewiele więcej.
Niemniej, mój debiut zbiegł się z dwoma przełomami:
- pojawiły się wideoendoskopy
- zakładanie rękawiczek do kolonoskopii przez badającego nie było już traktowane jako [...], choć nadal starsi lekarze zakładali demonstracyjnie JEDNĄ - na rekę manewrującą fiberoskopem, a ręka trzymająca korpus i obsługująca pokrętła- pozostawała naga :-)
Początki były klasyczne. Nie było symulatorów przecież, więc w pracowni stworzono symulator własny. Pudełko w którym było ciemno, w nim struktury z gąbki ułożone tak by jakkolwiek przypominać ogólny zarys czegoś co można było traktować jako skrajne wyobrażeniowe uproszczone wymodelowanie ogólnych kształtów GO
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
