Podcięte skrzydła meduzy czyli czemu nie umiem wsadzać
20
Zainspirowany wpisami koleżanki @Memi, mam ochotę na moją spowiedź niedorobionego endoskopisty.
Tezy:
1. koleżanka Memi twierdzi, że skoro przez 15 lat nauki nie udało mi się nauczyć porządnie kolonoskopii, to coś musiało "podciąć mi skrzydła".
2. jest prawdą, że endoskopii nie wykonuję i nie będę wykonywać, no chyba że wojna, szpital polowy z dostępem do sprzętu i brak innej opcji
Moja nauka endoskopii zaczęła się równolegle praktycznie z początkiem specjalizacji z chorób wewnętrznych. W tym czasie pracownia endoskopii posiadała juz wideoendoskopy, ale dumnie wisiały też, i były używane endoskopy optyczne, wiecie takie co to światło miały owszem elektryczne, ale optykę tradycyjną i endoskopista manewrował aparatem mając oko (jedno) przyklejone do okularu endoskopu, gdzie maleńki i słabo oświetlony obraz dawał iluzję kontroli nad procesem i owszem, pewnie gigantyczne raki, ogromne wrzody i duże polipy pokazywał, ale niewiele więcej.
Niemniej, mój debiut zbiegł się z dwoma przełomami:
- pojawiły się wideoendoskopy
- zakładanie rękawiczek do kolonoskopii przez badającego nie było już traktowane jako [...], choć nadal starsi lekarze zakładali demonstracyjnie JEDNĄ - na rekę manewrującą fiberoskopem, a ręka trzymająca korpus i obsługująca pokrętła- pozostawała naga :-)
Początki były klasyczne. Nie było symulatorów przecież, więc w pracowni stworzono symulator własny. Pudełko w którym było ciemno, w nim struktury z gąbki ułożone tak by jakkolwiek przypominać ogólny zarys czegoś co można było traktować jako skrajne wyobrażeniowe uproszczone wymodelowanie ogólnych kształtów GO
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 20 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.