mądre dziecko

48
Moja starsza córka (obecnie już stara baba, 24 lata), po dobrych doświadczeniach z Erasmusem (nie Orgasmusem, ona ma tu ewidentną skazę genetyczną po mnie, po matce jest imprezowa, ale imprezowo-taneczna tak i to bardzo, seksualnie-partnersko, no słabiutko, cóż, przekleństwo mojej karmy, ale może to ją uchroni od obłędu małżeństwa...Zatem jej Erasmus to imprezy do rana tak, ale kopulacja już nie ani też bez romantycznych związków choć próbuje, próbuje) wybrała się na samodzielnie wymyśloną i zorganizowaną praktykę do Rzymu - w ramach jej studiów z fizjoterapii. Siedzi w tym Rzymie i zwiedza (a i parę dni na bogato z tatusiem też było: knajping, muzeing i wystawing) ale teraz pojechała do Maroka na parę dni- w grupie studencko/erasmusowej (nie jest na Erasmusie, ale trzyma kontakt ze środowiskami Erasmusowymi, oni są otwarci). No i pisze mi właśnie o przygodzie jaką była podróż przez pustynię. Oczywiście, bierzemy to wszystko w nawias. Kura nie ptica, Polsza nie zagranica, Maroko nie Afryka- wiadomo, w rozumieniu naszej natywnej (aczkolwiek blokowanej obrzydzeniem do robactwa i lękiem przed zostaniem muślińskim niewolnikiem) tęsknoty do "prawdziwej Afryki" czyli czarnej, Maroko to jakby nie patrzeć w naszych intuicjach kraj basenu Mare Nostrum, czyli coś we wspólnym tyglu Portugalia-S
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 48 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.