kolejny atak na lekarza w Krakowie ;-|
76
Oni na mnie napadli - twierdzi doktor Grzegorz Jarosławski, ortopeda z Krakowa, który skierował do prokuratury zawiadomienie w sprawie przekroczenia uprawnień przez policjantów. Po interwencji Policji leczy swój bark i ma zarzut napaści na funkcjonariuszy.
Nowoczesne, kameralne osiedle w centrum Krakowa, raptem 700 metrów od Bulwarów Wiślanych i Wawelu. Szeroka droga prowadząca w głąb budynków zatarasowana jest mocno zniszczonymi, gumowymi słupkami. Obok stoi znak "zakaz wjazdu".
Grzegorz Jarosławski, ortopeda i traumatolog, współwłaściciel prywatnej kliniki Szpital Dworska położonej na tym osiedlu, zakaz wjazdu zignorował. Wjechał na osiedle, zaparkował auto.
- Robię tak od zawsze. Znak służy głównie temu, by auta osobowe nie blokowały dojazdu miejscowym lokalom usługowym. Za każdym razem, gdy zostajemy zatrzymani przez straż miejską, przedstawiamy dokument potwierdzający, że mamy zgodę i zezwolenie od wspólnoty na wjazd, mimo tego zakazu. I na tym zawsze interwencja się kończy. Byłem pewien, że i tym razem będzie tak samo - zaczyna lekarz.
Interwencja, która przerodziła się w szarpaninę. Co tam się stało?
Był 7 czerwca, dochodziła godzina 20, przy Bulwarach tłumy oglądały popularną Paradę Smoków, czyli wielkie teatralne widowisko, podczas którego wielkowymiarowe smoki paradują u stóp Wawelu w rytm muzyki i mocnych świateł. Parada rokrocznie przyciąga do Krakowa wielu turystów, powodując wzmożony ruch w okolicach Bulwarów.
- My jechaliśmy do kliniki. Moja partnerka była po zabiegu wycięcia ósemki, mocno bolała ją twarz. Chciałem jej ulżyć i po konsultacji z lekarzem postanowiliśmy przepłukać dziurę po zębie. Podjechaliśmy pod szpital w czwórkę, razem z dwójką naszych dzieci. Minęliśmy radiowóz, który na włączonych sygnałach stał na drodze. Byłem pewny, że to element działań wokół Parady, że policja tu stoi, bo po prostu pilnuje porządku, w okolicy panował spory ruch - mówi ortopeda.
Lekarz wjechał samochodem na chodnik przed kliniką. Minął umieszczony przed blokiem zakaz wjazdu, przejechał przez gumowe słupki. Zaparkował. I zobaczył, że w jego stronę idzie policjant.
- Policjanci mieli wtedy przerwę, zabezpieczali Paradę Smoków. Zauważyli pojazd, który staranował słupki, jego kierowca zignorował znak zakazu ruchu. Podjęli więc interwencję - relacjonuje bieg zdarzeń z punktu widzenia funkcjonariuszy Anna Wolak-Gromala z krakowskiej komendy policji.
Newsletter Nauka i Zdrowie
Nauka bez tajemnic, zdrowie pod kontrolą
Lekarz: policjant wybiegł z Żabki i rzucił się na mnie. Policja: ostentacyjnie nas zignorował
Lekarz twierdzi, że policjant, który do niego podszedł, od razu zaczął krzyczeć, "recytować paragrafy i przepisy o ruchu drogowym", które zostały złamane, i nie pozwolił kierowcy dojść do słowa.
- Próbowałem się przedrzeć przez ten monolog, ale to było na nic. Ta przepychanka słowna trwała dobre trzy minuty. W końcu puściły mi nerwy. Powiedziałem policjantowi, że jak już to wszystko wyrecytuje, to niech da znać, bo chciałbym też móc coś powiedzieć. Zacząłem, ale policjant znowu - przerwał mi z kilkanaście razy. W końcu odpuściłem. Rzuciłem, żeby spisał sobie moje dane do mandatu, a ja w tym czasie pójdę po to zezwolenie, które trzymamy w klinice i na tym załatwimy sprawę. Uszedłem może 20 metrów. Policjant zaczął za mną biec - opowiada dr Jarosławski.
Anna Wolak-Gromala: - Mężczyzna, nie czekając na zakończenie interwencji, zaczął szybkim krokiem oddalać się, próbując wejść do budynku. Usłyszał, że ma się zatrzymać, a ponieważ nie reagował, ostrzeżono go, że jeśli nie zastosuje się do polecenia, policjanci użyją środków przymusu bezpośredniego. Mężczyzna nie reagował. Policjanci musieli uniemożliwić mężczyźnie oddalenie się, próbowali go zatrzymać.
Lekarz: - Kiedy wkładałem klucz do zamka, policjant dosłownie rzucił się na poręcz. Zaczął mnie szarpać. Na to nadbiegł drugi policjant. Wcześniej nikogo w pobliżu nie widziałem, musiał więc wybiec z Żabki. Nie miał pojęcia, co się wydarzyło, nie wiedział, co się stało, ale od razu się na mnie rzucił. Chwycił mnie za prawą rękę, odciągnął i popchnął na szklane drzwi szpitala. To był jakiś absurd. Reakcja kompletnie nieprzystawalna do całej sytuacji. Policjant, który kompletnie nie wiedział, co się działo, bo był w sklepie, zaczął wykręcać mi rękę do tyłu - opowiada lekarz.
P
- Byłem przerażony i zdezorientowany. Zaczął
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 76 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.