Bylem na Komisji Wojskowej:)
1
Byłem. Najpierw poszedłem do WCR we Wrocławiu. Przyjęła mnie pani — zresztą bardzo uprzejma — choć od razu zaznaczyła, że mieszkam poza Polską, a wojsko nie może dzwonić za granicę. „Bo jak wiadomo, za granicą mieszka diabeł”.
Po chwili zszedł do mnie jakiś wojskowy w moim wieku – rozsądny, rzeczowy, po ludzku normalny. Wyjaśnił spokojnie, że mogą wysłać wezwanie na komisję, ale tylko na polski adres. Powiedziałem, że nie ma sprawy, ojciec odbierze. Podpowiedział mi też rozsądnie, że najlepiej najpierw zmienić kategorię wojskową, a dopiero potem złożyć oświadczenie, że mieszkam za granicą – wtedy nikt nie będzie mnie już niepotrzebnie wzywał.
Minęło kilka dni — wezwanie faktycznie przyszło. Termin ustalony, jadę do Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.
Pani w rejestracji kieruje mnie do budynku stomatologii. Tam – jak mówi – odbywa się komisja.
Wchodzę na najwyższe piętro. Na korytarzu siedzi około trzydziestu mężczyzn w różnym wieku. Cicho, duszno. Na końcu korytarza drzwi. Pukam, wchodzę.
Za biurkiem siedzą dwie panie – około pięćdziesiątki, może sześćdziesiątki. Szczupłe, zasuszone, jakby życie już dawno przestało je cieszyć.
– Czego pan chce? – pyta jedna bez powitania.
– Dzień dobry, przyszedłem na komisję wojskową...
– Ni
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 1 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.