łojojoj biedactwo na B2B, trzeba przytulić.....

13
szczucie lewackiej szmaty, michnikowskiego organu obłąkańców, GW na B2B trwa. tym razem o dziwo nie lekarz ani nie informatyk (czerskie mają totalną obsesję na punkcie B2B informatyków, nie wiadomo co to jest, fetysz? dyskusje trwają), tylko kierowca. Przeklejam pro bono, artykuł za paywallem Polski kierowca spał w aucie na mrozie przez tydzień, zanim firma zapłaciła mandat nałożony przez szwedzką policję. Gdy zjechał do bazy w Polsce, czekało na niego wypowiedzenie i pozew sądowy o zwrot pieniędzy za grzywnę. Firma powołała się na przepisy umowy B2B zawartej z kierowcą. Rafał (nazwisko do wiadomości redakcji) pochodzi z Podhala. Z początkiem tego roku postanowił zmienić pracę. Cel? Wyższe zarobki. Po inflacji jego domowy budżet, a ma do utrzymania rodzinę, przestał się spinać. W górach, skąd pochodzi, możliwości nie ma wiele: budowlanka, magazyn, transport. Postanowił spróbować sił z rozwożeniem towaru, zawsze pewnie czuł się za kółkiem. Kroki skierował do firm, które działają w pobliżu, w regionie. I tak z początkiem tego roku podpisał umowę świadczenia usług (tzw. kontrakt B2B) na przewóz towarów busem potocznie nazywanym "paleciakiem" (może przewozić towar o masie do 3,5 tony, co odpowiadało 10 paletom) ze spółką Arimex Transport z Chełmca w powiecie nowosądeckim (Małopolska). Umowa stanowiła, że firma będzie zlecać kierowcy przewóz towarów na terenie Europy i Polski. W jednym z paragrafów zaznaczono, że mężczyzna "ponosi odpowiedzialność odszkodowawczą za nieuzasadnione, ponadnormatywne braki powstałe w trakcie przewozu, oraz zawinione niedotrzymanie terminu realizacji dostawy". I jeszcze, że jego obowiązkiem jest "czuwanie, aby przewożonemu ładunkowi towarzyszyły wszystkie wymagane dokumenty". - Firma przeszkoliła mnie w niecałe półtorej godziny z tego, jak mam wypełniać dokumentację, jakich przepisów przestrzegać. Tymczasem te różniły się w krajach, do których mnie wysyłano, czyli do Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i do państw skandynawskich – relacjonuje mężczyzna. Także towar był zróżnicowany - raz pan Rafał załadowywał na paleciaka odzież, innym razem elementy metalowe. Po kilku pierwszych zleceniach (był m.in. w Wielkiej Brytanii) w lutym wysłano go prosto z Anglii z towarem do Szwecji. Tam miał załadować towar, a także - w innej lokalizacji w tym państwie, go rozładować. - Wypełniłem na miejscu dokumenty [chodzi m.in. o tzw. CMR-ki, czyli przewozowe listy międzynarodowe - red.], zabierając towar. Zanim ruszyłem w trasę, wysłałem zdjęcia wypełnionych rubryk do szefa. To był mój obowiązek, zawsze podkreślano, że bez tzw. zielonego światła na wyjazd od kierownictwa, które sprawdzało, czy dokumenty są poprawnie wypełnione, nie wolno mi wyjechać - wspomina kierowca. Po akceptacji, którą jak mówi - otrzymał poprzez esemesa, Rafał w trasę ruszył, ale nie zajechał daleko. Na trasie zatrzymała go szwedzka policja, podczas kontroli inspektor dopatrzył się, że w dokumentacji brakuje numerów rejestracyjnych pojazdu. Po wykryciu tego błędu policjanci działali już bez ogródek: zabezpieczyli przewożony towar, zabrali auto na parking, gdzie założyli na nim blokadę. I wystawili firmie rachunek: mandat na 60 tys. koron (według ówczesnego kursu: 23 126 zł). - Spałem w tym aucie na parkingu, zimą w Skandynawii, przez sześć dni, zanim firma przelała pieniądze. Auto dogrzewałem sporadycznie, żeby oszczędzać ropę - inaczej nie miałbym, jak później odjechać. Okoliczni mieszkańcy zaczęli mi już nawet robić zdjęcia. Musiałem sobi
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 13 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.