Dr House wiedziałby lepiej?...
7
Oczarowani szpitalem w Leśnej Górze z serialu "Na dobre i na złe", zauroczeni "Chirurgami", wyedukowani na "Dr House" idziemy do lekarza i zwykle przeżywamy rozczarowanie. Rzeczywistość różni się od filmu
Anna Twardowska: Ogląda pan seriale o lekarzach?
Aleksander Olejarz: Nie. W ogóle nie oglądam telewizji.
To błąd. Pacjenci oglądają i jak trafią do szpitala chcą, żeby było jak w filmie.
- Serial jest piękny, bo nie pokazuje porażek. A nawet, jeśli jakaś się zdarzy, to lekarz zawsze wychodzi obronną ręką, widz mu współczuje. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Jeśli pacjent umrze, bywa że lekarz przechodzi piekło - atak rodziny, napaść mediów. Wyroki zapadają, zanim ogłosi je sąd. Przykładem jest doktor Garlicki, kardiochirurg z Warszawy. Ile zarzutów pod jego adresem się potwierdziło? A przecież ten człowiek został zlinczowany medialnie. Serial to bajka. Proszę powiedzieć, który pokazuje kłopoty finansowe i organizacyjne szpitala?
W "Na dobre i na złe" ten problem został poruszony. Dyrektor ekonomiczna kazała lekarzom oszczędzać i nie wykonywać zbędnych badań.
- A czy ten wątek pojawił się w dalszej części filmu?
Nie.
- No, widzi pani. A w rzeczywistości nie kończy się na jednej scenie, tylko borykamy się z tym problemem na co dzień. Pacjenta może to nie interesować. Płaci ubezpieczenie, więc chce być przyjęty i dobrze leczony, ale
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.