"Magia świąt", czy szkoła przetrwania.

122
Jak co roku, od mniej więcej połowy listopada mam ten dziwny ni to ból, ni to ścisk w nadbrzuszu, który pojawia się wraz z pierwszymi krasnalami/ świętymi Mikołajami/ kolorowymi świeczkami o zapachu cynamonu wylewającymi się z każdej witryny i każdej " tematycznej " półki. Już wiem, czuję to, ten opór, to odwieczne "hamowanie piętą"- do krwi, bezskuteczne, bo choć od czasu schyłkowych lat pierwszego( pozdrawiam Dzidzię, bo to mój nadworny statystyk) małżeństwa, kiedy każde Christmas to była tortura i robienie z siebie małpy w cyrku, to nigdy dotychczas nie zrobiłam tego, co zawsze zrobić chciałam: wyjechać do hotelu. Gdziekolwiek. Niekoniecznie w tzw.cieple kraje. Choćby do Białki albo Poronina. Stanąć w prawdzie. Bóg się rodzi! Dla wszystkich. Nieważne, gdzie jesteś. Przymus rodzinnyc
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 122 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.