the times, they are a-changin'

14
Pożyczyłem sobie tytuł od noblisty, bo i sprawa warta przemyśleń. Było tak: jako koordynator (ten jeden anestezjolog, przez którego przechodzą decyzje kto kiedy i gdzie będzie operował, kto będzie znieczulał i tak dalej) stwierdziwszy, że jest mało roboty, zadzwoniłem do drugiego dyżurnego z poprzedniego dnia (akurat tak wyszło, że byłem naprawdę wcześnie w pracy) z wiadomością, że może zostać w domu. U nas system jest taki: jest pierwszy dyżurny, ten jest na miejscu i schodzi o 8 rano. Jest też drugi i trzeci dyżurny. Drugi jest pod telefonem i schodzi... no właśnie. Załatwmy najpierw trzeciego dyżurnego. Ten zostaje jako trzeci na salach, które się nie wyrobiły (dwie sale systemowo pracują 8-20, a oprócz tego jakaś inne sala się nie wyrabia) i może liczyć na zejście jak następnego dnia jakaś sala się skończy, w praktyce gdzieś tak po 15, ale różnie bywa. Na ostatnim zebraniu ustaliliśmy, że drugi dyżurny nie może liczyć na to, że w ogóle nie będzie musiał przychodzić nazajutrz. Ma przyjść, bo: - zawsze
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 14 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.