uwikłanie

55
Pracuję na Oddziale, gdzie atmosfera daleka jest od idyllicznej... Nie wiem czy popsuła się niedawno, czy była taka od zawsze, bo weszłam do tego środowiska w takiej euforii ze zdobycia rezydentury, że bez mała prawie pół roku dziękowałam wszystkiemu i wszystkim za to, że spotkało mnie takie niewyobrażalne szczęście. Po okresie ogłupienia ignorowałam dochodzące mnie sygnały (że rezydent nie może mieć własnych pacjentów, bo przecież za nic nie odpowiada, że od stażysty różni się tylko posiadaniem pieczątki i powinien w zasadzie kontynuować swoje stażowe obowiązki, tj. nosić za lekarzem prowadzącym karty gorączkowe na obchodzie, przepisywać ładnie i czytelnie karty zleceń oraz przygotowywać wypisy). Wierzyłam święcie, że właściwie "starsi" mają rację, trzeba się wykazać, żeby być PRAWDZIWYM LEKARZEM jak oni. Z takim przekonaniem pracowałam jak głupi osioł, przygotowywałam wszystko i wszystkim, zanim mój opiekun wypowiedział na głos życzenie, zmaterializowane życzenie leżało przed nim i czekało na akceptację. Byłam sekretarką roku bez dwóch zdań. Niestety im więcej pracowałam, tym większą miałam potrzebę, żeby ktoś to docenił, a potem żeby chociaż zauważył... N
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 55 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.