Grzyby. Dłuższa forma. Dedykuję @jerzymowi
Kiedy w Zbyszko Zdroju otwarto market zdaje się „Bulla” albo „Elicea” w tym prowincjonalnym mieście powiało nowoczesnością. Uwielbiałem tam chodzić. Lubiłem leniwe pchanie wózka, oglądanie, ba - nawet dotykanie egzotycznych owoców, których nazw do tej pory nie znałem, zimno ciemnych butelek -przechodziłem przyspieszony kurs gatunków win, no i te spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi.- Dzień dobry Panie Mecenasie. - Witam Pana Doktora. – Co słychać u Pani Dyrektor. -Kopę lat Heniu. -Kłaniam się Pani Magister. Market szybko stał się nieformalnym salonem Zbyszka Zdroju. O ile było to atrakcyjne na początku z czasem stało się uciążliwe. O czym można piąty raz rozmawiać z panem mecenasem? Nadal robiłem tam zakupy ale starałem się wybierać pory i dni w których ryzyko spotkań znajomych było mniejsze. Absolutnie nie pokazywałem się w tym sklepie w weekendy. Te dni spędzałem na wędrówkach po lesie w okolicy pobliskiego Igłowca i udawaniu zbierania grzybów. Udawaniu – bo nie miałem na tym polu większych sukcesów. Do czasu. Pewnego razu wybrałem się w okolice igłowieckich lasów . Tym razem nie zbierałem grzybów bo wybrałem bardziej czynny wypoczynek – jazdę rowerem. Okolice Igłowca nie należą do b
Ten post ma 17 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.