W łódzkim Monarze na 400 uzależnionych - 300 po dopalaczach!
6
Dopalacze nie tylko trują. Wielu po ich zażyciu ląduje w szpitalu z identycznymi objawami jak w ciężkich chorobach psychicznych. Kolekcjonerzy silnych wrażeń coraz częściej zgłaszają się też na odwyk
O tym, że po dopalaczach można wylądować w szpitalu, wie już chyba każdy. Nim pozamykano sklepy z paranarkotykami, łódzkie pogotowie miało po kilka wezwań dziennie do dziwnie zachowujących się młodych ludzi. Większość trafiała do Kliniki Toksykologii Instytutu Medycyny Pracy. Po dwóch dniach byli wypisywani do domów. Ale nie wszyscy. Doc. Anna Krakowiak, kierowniczka toksykologii: - Ostatnio coraz częściej zdarzało się, że samo odtrucie nie wystarczało, bo mimo leczenia pacjenci wciąż byli pobudzeni, mieli psychozy, a niektórzy mówili o samobójstwie. Takich ludzi oczywiście trzeba leczyć dalej. Na psychiatrii.
Dzieci wysyłano do szpitala przy ul. Czechosłowackiej, dorosłych do "Kochanówki", Zgierza, albo Pabianic. Psychiatrzy zgodnie twierdzą, że pacjenci po dopalaczach to tzw. trudne przypadki.
- Ostatnio przyjęliśmy młodego mężczyznę, który dopalacze zmieszał z alkoholem - opowiada dr Tomasz Piotrowicz, ordynator psychiatrii Szpitala Wojewódzkiego w Zgierzu. - Był strasznie pobudzony, demolował nam oddział. Miał objawy zatrucia, więc pod policyjną eskortą wysłaliśmy go na toksykologię do Łodzi. Musiał do nas wrócić, bo mimo obecności policjantów lekarze nie mogli sobie
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 6 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.