Psyche i soma po porodzie

37
Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Muszę jednak to z siebie wyrzucić i zebrać w jednym miejscu wszystkie swoje przemyślenia i odczucia. Od porodu minęły prawie 3 miesiące. Mam cudownego synka, którego z każdym dniem kocham coraz mocniej, choć wydaje mi się to już niemożliwe ;) Ale ja nie jestem już taka sama jak przed porodem. Zacznijmy od początku. Poród odbył się drogą naturalną, czyli tak jak chciałam. Zresztą, gdybym miała jeszcze raz wybierać, moja decyzja byłaby taka sama. Rodziłam w zzo, więc komfort na pewno był większy niż bez znieczulenia. Sam poród wspominam wspaniale. Nie trwał długo - od czasu pojawienia się na porodówce do urodzenia maluszka około 5 godzin. Mąż był ze mną przez całą pierwszą fazę porodu, wyszedł na początku drugiej - tak jak się umówiliśmy. Miałam wspaniały zespół przy porodzie. Cały czas towarzyszył mi świetny humor, miałam naprawdę dobre nastawienie. Między kolejnymi skurczami cały czas rozmawiałam, żartowałam. Końcówka porodu była trudna. Ciężko było mi urodzić. Maluch był jednak spory w stosunku do moich drobnych wymiarów. Nie obyło się bez pomocy pani doktor, która (za moją zgodą) uciskała brzuch. Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy Wojtuś leżał na moim brzuchu i patrzył na mnie. Do tej pory z czułością wspominam te chwile :) Poród zakończył się jednak niezbyt ciekawie - pękła szyjka macicy, miałam ręczne oddzielenie łożyska, łyżeczkowanie jamy macicy, miałam mocno nacięte krocze... W pewnym momencie ciśnienie spadło do 70/40, a ja poczułam się strasznie senna. Dostałam leki, ciśnienie wróciło do normy, a ja dalej żartowałam, pytałam o to czy za 3 lata będę mogła rodzić kolejny raz i o to kiedy wreszcie będę mogła zjeść ;) Humor dopisywał mi do samego końca. Później już nie było tak różowo. Pierwszy dzień połogu minął pod znakiem wielokrotnych nieudanych prób wstania z łóżka i pójścia pod prysznic. Za każdym razem pojawiały się koszmarne zawro
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 37 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.