Znalazłam na interia.pl

17
bardzo fajny tekst, który przybliżył mi obecne absurdy kontraktowania usług: Nowy system oceny ofert przy kontraktowaniu świadczeń na lata 2011-2013 zakończył się skandalem, jakiego już dawno nie było. Mamy chaos, bałagan nie do opisania i skrajną uciążliwość dla pacjentów oraz pogardę dla poradni specjalistycznych od wielu lat sprawujących opiekę nad pacjentami. Narodowy Fundusz Zdrowia zafundował świadczeniodawcom i świadczeniobiorcom na koniec 2010 roku sporą rewolucję. Dotychczas kontraktowanie świadczeń w NFZ podlegało przede wszystkim regułom historycznym. Świadczeniodawca spełniający wymagania NFZ w zakresie lokalu, sprzętu i personelu mógł liczyć w kolejnych negocjacjach na kontrakt na kolejne lata. Jeśli wypełniał kontrakt, a jeszcze lepiej, gdy przekraczał, to w procesie kontraktowania było to ważkim argumentem na przyszły rok. Gdy nie wyrabiał kontraktu – wówczas otrzymywał mniejsze środki. Jeśli dysponował lepszym sprzętem, bardziej wykształconym personelem, NFZ w mniejszym lub większym stopniu brał to pod uwagę. Oczywiście preferowane były przychodnie szpitalne i będące własnością dużych sieci przychodni, ale pewne zasady ładu społecznego obowiązywały. Przyszło nowe? „Najlepszy” bierze wszystko W procesie kontraktowania na lata 2011-2013, oprócz zmienionego systemu oceny ofert, NFZ wprowadził nowość polegającą na tym, że „najlepszy” bierze wszystko. A kto jest najlepszy? NFZ oceniał 5 głównych parametrów, za które przyznawał określoną ilość punktów. I tak: za jakość 40 punktów (personel, sprzęt, lokal, certyfikaty jakości i wyniki poprzednich kontroli), za kompleksowość 5, dostępność 10, ciągłość 10 i za cenę 30 punktów. Wydawałoby się, że idea jest piękna. Ale niestety jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach i wszystko się zawaliło. Kontrakty uzyskały podmioty, których podstawową zaletą (oczywiście czasem nie jedyną) była zdolność przewidzenia konsekwencji nowego systemu oceny ofert przez osoby zarządzające tymi podmiotami, czyli pomysł, aby maksymalnie obniżyć cenę nie licząc się z realiami. Kontraktów nie dostało natomiast wiele podmiotów od kilku lub kilkunastu lat organizujących poradnie specjalistyczne. Dotyczyło to również poradni przyszpitalnych i często jedynych poradni na danym terenie. Pacjenci z dnia na dzień stracili opiekę lub będą musieli jechać dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów, lekarze i pielęgniarki stracili pracę, zakupiony sprzęt będzie stał bezczynnie, istniejące przychodnie opustoszeją. A ponieważ kontrakty są na 3 lata, to konsekwencje również będą trwały przez 3 lata! Ale co to spowodowało? Dlaczego pacjent musi jeździć do przychodni? Otóż pierwsza kwestia, której projektodawca systemu ocen nie wziął pod uwagę to fakt, że świadczenia są kontrakto
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 17 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.