Przychodziła baba do lekarza.... a dziady przychodzą do apteki
20
Dzisiaj.
Zatłoczona apteka w centrum dużego miasta. Z 4 okienek czynne tylko jedno. W powietrzu unosi się gęsty zapach wszelkiej maści mikrobów, w tle nieziemsko wyje mały wyjec i obok pańcia słodko ciumkająca swojego Yorka (trzymała go "za pazuchą" ) Atmosfera dość napięta. Już miałam opuścić lokal, kiedy pojawiła się nadzieja,że zostanę obsłużona w ciągu najbliższych 5 minut i nie będę musiała wychodzić na śnieżną zamieć. Przede mną tylko jeden starszy pan... Podchodzi do okienka, przez małą dziurkę wkłada rękę i do zaskoczonej, młodziutkiej aptekarki mówi:" Coś na rękę poproszę!" Na co pani zmieszana mówi,że rękawiczek nie sprzedaje ;)
Pan wkurzony: "Przecież widzi pani,że ma
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 20 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.