Śmierć ojca - walczyć dalej?

226
W zeszłym roku zmarł mój ojciec. 49-latek, obciążony nadciśnieniem tętniczym, nadwagą, hiperlipidemią, były palacz. Zbudził się w nocy z bólami w klatce piersiowej promieniującymi do lewej ręki. Na początku nie chciał się zgodzić na przyjazd pogotowia, miał nadzieję, że bóle miną, w końcu uległ. Przyjechał zespół P, dwóch ratowników, którzy zmierzyli podstawowe parametry, podali lek, zmierzyli ciśnienie i zdecydowali, że zabiorą pacjenta do szpitala. Kazali mu się przebrać, zejść po schodach i dojść do karetki. W karetce nastąpiło zatrzymanie krążenia, do szpitala (odległy o ok. 3-4min drogi) ojciec już nie dojechał, w izbie przyjęć stwierdzono zgon. Od początku nie podobały mi się relacje z przyjazdu pogotowia (relacje, mnie przy zdarzeniu nie było), wystąpiłam do Izby lekarskiej i prokuratury o zbadanie okoliczności. I tu zaczynają się schody, wersja mojej rodziny różni się w kilku istotnych szczegółach od wersji z dokumentacji. Według ratowników pacjent nie zgłaszał bóli w klatce piersiowej, w karcie jak wół stoi napisane "bóle lewej ręki" (mimo, że zarówno karta zlecenia, nagranie z pogotowia, wreszcie moja mama i siostra mówią co innego). Ponoć lekie
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 226 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.