Ewa Kopacz-Kobieta pracująca

11
Kobieta pracująca Kandydatką PO na marszałka Sejmu będzie Ewa Kopacz, dotychczasowa minister zdrowia. Po raz pierwszy kobieta objęłaby drugą posadę w państwie. Od razu padło pytanie: czy się nada? Co się dzieje? Ewa Kopacz pyta patrząc w ekran telewizora: - Z każdą godziną, z każdą audycją jestem coraz lepszym ministrem zdrowia, prawie niezastąpionym. Dlaczego więc przez tyle lat byłam bez przerwy na liście tych do odwołania w pierwszej kolejności? Tuż po Czarku Grabarczyku, który właśnie otworzył ponad 60-kilometrowy odcinek autostrady do Torunia, czego już prawie nikt nie zauważył. Jeszcze niedawno byłam chaotyczna, histeryczna, nie panowałam nad ministerstwem, przed moimi drzwiami kłębiły się tłumy, bo nawet nie potrafiłam zorganizować sobie porządnie kalendarza, a teraz proszę... Teraz znów bardzo wielu się o Ewę Kopacz martwi; głównie o to, czy ze swoim impulsywnym charakterem poradzi sobie na stanowisku, które wymaga chłodu, politycznej zręczności, zorganizowania. Ona przecież lubi tak prosto z mostu wywalić, co myśli. Tak jak z tymi „hienami cmentarnymi", za które od ponad czterech lat ściga ją PiS, nie mogąc najwyraźniej znaleźć innego poręcznego cytatu. Wypowiedź pochodzi z debaty w 2008 r. o komercjalizacji szpitali. Wtedy to minister zdrowia mówiąc o handlu długami, o komornikach zajmujących szpitalne konta, rzeczywiście postawiła w gronie „cmentarnych hien" tych polityków, którzy dla politycznego zysku chronią nie zawsze czyste interesy. Ciekawe, że te słowa wzięli do siebie politycy PiS, a nie innych partii? Naprawdę jaka jestem, nie wie nikt - mogłaby nucić pod nosem Ewa Kopacz przeglądając dziesiątki, a może setki stron internetowych, czy grube teczki wycinków, w których kreślono jej „sylwetkę". Bo jaki z takiego przeglądu wyłania się portret? W gruncie rzeczy dość nieskomplikowany obraz kobiety pracującej, która podejmuje się każdego zadania, nawet jeśli czasem nie wystarcza jej wyobraźni, by ocenić, za co się wzięła. Kobiety, która ujmująco wyznaje, że kiedy jest bardzo zmęczona, bierze się za solidne pranie i sprzątanie, aby już się tak zmęczyć do końca i odreagować kłopoty. Takiej, co to na najbardziej zmęczone, opuchnięte nogi zakłada wysokie obcasy, bo jak ta Panna Młoda z Wyspiańskiego uważa, że „trza być w butach na weselu", a więc włożyć wąską spódnicę, marynarkę i ten nieszczęsny obcas, nawet gdy nie ma już czasu na makijaż, bo ten to zrobią ewentualnie dopiero wieczorem, przed wejściem do telewizyjnego studia. Tyle że potem już czas jechać do domu, czyli do poselskiego akademika na Wiejską, i zadowolenia z tego niewiele. Jest też w tym wizerunku miejsce na „panią doktor" z przychodni w Szydłowcu, którą uwielbiali pacjenci. Gdy trzeba było, sama samochodem do szpitala wiozła, własne pieniądze dawała, radziła, co zrobić. Ta pani doktor do dzisiaj wozi w ministerialnej limuzynie zestaw do udzielania pierwszej pomocy. I udziela jej, co czasem opiszą tabloidy: a to leżącemu w rowie rowerzyście, a to ofierze wypadku drogowego. Bo Ewa Kopacz, mimo że jest najdłużej urzędującym ministrem zdrowia, wciąż czuje się lekarzem. Można więc spisać sporą historię porad udzielanych koleżankom i kolegom z poselskich ław, interwencji w przypadkach wymagających szybkiego działania, wypisywania recept, gdy trzeba było szybko kogoś podratować. Mógł liczyć na nią także Donald Tusk, kiedy jeszcze był szefem opozycji i przeżywał poważną chorobę siostry. Oddanie, z jakim opiekowała się nią i opiekuje nadal (później opiekowała się chorą matką premiera), jest niewątpliwie jedną z przyczyn ich szczególnej relacji: Ewie Kopacz więcej wolno. Nawet w obecności premiera może trzasnąć drzwiami, co czasem robiła. Nie to jednak jest przyczyną wyjątkowej dziś pozycji Ewy Kopacz. Jest nią bezwzględna lo
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 11 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.