Wystawiłam dziś swoją pierwszą w życiu receptę...
33
...i od razu nadziałam się na mur farmaceutyczno - rozporządzeniowy.
A dokładniej - zachorowało się mojej rodzicielce. Jako, że lekarz rodzinny już nie przyjmował, pozostało wezwać lekarza "domowego". Obejrzałam, posłuchałam i wystawiłam receptę na antybiotyk. Ba, wystawianie zajęło najwięcej czasu - w końcu pierwszy raz jest niepowtarzalny, nie wypadało się zbłaźnić.
Przeczytałam rozporządzenie w sprawie recept, poczytałam konsylium, wpisałam na odpowiednio-wymiarowej karteczce odpowiedni nagłówek (tu imię i nazwisko plus adres), zawartość właściwą poprzedzoną "Rp." jak minister przykazała, a pod tym wszystkim odcisk mojej nowej, lśniącej pieczątki i podpis. I data oczywiście.
Zapakowałam pacjentkę do samochodu (bo jakoś mi tak głupio było jechać po własnoręcznie wystawioną receptę), podwiozłam pod najbliższą aptekę i czekam. Całą minutę. Rodzicielka wróciła zdegustowana, recepta wróciła lekko zmięta. Pani nie spodobał się "taki świstek" co to "każdy może sobie taki wystawić", bo "recepta to wygląda inaczej".
Lekko zdziwiona, bo wydawało mi się, że nic nie pominęłam, zabrałam "ten świstek" i poszłam wyjaśnić sytuację.
Spytałam grzeczni
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 33 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.