Leki ze skutkiem ubocznym
0
25 dni do zmian w sprzedaży leków. Od 1 stycznia lekarze chcą wypisywać leki bez refundacji - za 100 proc. ceny. Nie będzie to z pewnością jedyny skutek oprotestowanej przez nich ustawy. Apteki już nie zamawiają leków, bo nie wiedzą, jakie będą ich nowe ceny. NFZ nie ogłosił nawet przetargu na program komputerowy do rozliczania refundacji. Ministerstwo Zdrowia wciąż negocjuje ceny z producentami leków...
Wczoraj premier Donald Tusk zapowiedział, że konflikt lekarzy z resortem zdrowia zakończy się wkrótce kompromisem. Lekarze nie chcą sprawdzać, czy pacjent na pewno jest ubezpieczony, i wypisywać na receptach, jaką część ceny leku ma pokryć chory. Uważają, że to zadanie NFZ.
Ministerstwo ma więc wydać nowe rozporządzenie. Co w nim będzie, nie wiadomo, bo premier powiedział, że kontrola nad wydatkami na leki musi być zachowana.
Protest lekarzy to jednak dopiero pierwszy sygnał, że z nową ustawą refundacyjną będą kłopoty.
Wczoraj firma ekspercka IMS zajmująca się analizą rynku leków przedstawiła raport
o możliwych skutkach ustawy. Nad raportem pracował zespół przedstawicieli całej branży farmaceutycznej - producenci leków, hurtownicy, aptekarze i prawnicy. NFZ i Ministerstwo Zdrowia były zaproszone do zespołu, ale nie włączyły się w prace.
Szósty rynek w Europie Z raportu wynika, że polski rynek leków jest szóstym co do wielkości w Europie i wart jest 4,4 mld euro. Ale na jednego obywatela przypada 114 euro wydatków na leki rocznie i jest to połowa średniej europejskiej. Bo leki U nas należą do najtańszych
w Europie - jedno opakowanie kosztuje średnio 3,6 euro, a średnia europejska to ponad
8 euro.
Wydatki na leki z górnej półki, najdroższe i najnowocześniejsze, są w polskich szpitalach ponad pięciokrotnie niższe w porównaniu z innymi państwami europejskimi.
Celem nowej ustawy jest dalsza obniżka cen. Do końca tego tygodnia komisja ekonomiczna przy resorcie zdrowia ma zakończyć negocjacje z producentami leków. Takie negocjacje to nowość w Polsce. Mogą być pozytywną zmianą wynikającą z ustawy. - Po raz pierwszy jest to dialog profesjonalistów, a nie dyktat urzędników - powiedział wczoraj Jerzy Toczyski, prezes związku producentów leków innowacyjnych Infarma.
Wadą negocjacji jest jednak to, że wciąż nie są zakończone. A ich ustalenia są kluczowe dla wszystkich uczestników rynku leków, także pacjentów. Dopiero bowiem nowa lista leków refundowanych pokaże, czy chory w przyszłym roku zapłaci za swoje leki więcej, czy mniej. Różnice mogą być znaczne, nawet o kilkadziesiąt procent na plus i minus wobec dzisiejszych cen.
Na razie pewne jest więc tylko, że na zmianach zaoszczędzi NFZ (temu służą negocjacje
z firmami).
Styczniowe wyprzedaże?
Bez nowej listy leków nie ma nowych cen. Hurtownie na
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.