ikkona opowiada bajki - cz. druga wątku Ikkona-dzieciom. OPOWIEŚĆ PRZEDŚWIĄTECZNA.

49
Choinki. Choinki. Świerki, czasem jodełki. Duże, mniejsze, ogromne. Już od połowy listopada, iskrzące się od dekoracji. Coraz ich więcej i więcej, tuż przed Christmas - prawie stają się nudnym rekwizytem, niedługo potem znikają. Te sztuczne idą do magazynu albo na śmietnik, te kiedyś żywe, czyli tak zwane 'prawdziwe' - na śmietnik, czasem do pieca. Ot,normalna kolej rzeczy. Normalna? Chłopczyk miał 6 lat i mieszkał w Warszawie. Wszechobecne przedświąteczne choinki cieszyły go, zwłaszcza te największe, stawiane przed Bardzo Ważnymi Budynkami. Największą w Warszawie stawiano na Placu Zamkowym - niedaleko jego domu. Taka tradycja - mówiła mama chłopca na temat świątecznych choinek i zawsze musiała wyjaśniać, co to słowo znaczy. Czyli - obyczaj, który wszystkich cieszy. Dodawała przy tym, że ta tradycja jest dopiero od około 100 lat, ale chłopcu sto lat wydawało się tak długim okresem, że podobnym właściwie do tysiąca lat, choć liczyć już trochę potrafił. Dotąd nie widział usuwania dużej choinki jakiś czas po świętach, zapewne odbywało się to nocą. Widział jednak całe stosy ściętych choinek na parkingach pod sklepami, obwiązanych siatką, czasem z obciętymi do połowy pnia gałązkami i ten widok był dla chłopca smutny. Tata i mama chyba bardzo drzewa lubili, może nawet tak jak inni lubią swoje psy czy koty.. Podczas wycieczek mówili o drzewach, że są żywe, piękne, pożyteczne i dużo czasu upływa zanim urosną na wielkie drzewa. Chłopcu mówiono, że dla drzew, zwierząt i całej przyrody należy mieć szacunek - miał dopiero zrozumieć, co to znaczy. Na razie rozumiał, żeby nie niszczyć bez powodu ani nie zabijać dla rozrywki tego, co żywe. Mama wyjaśniała, że niektóre zwierzęta są pokarmem człowieka, a inne - pokarmem innych zwierząt - poprzestawał na tym i nie dopytywał. W domu tuż przed Wigilią pojawiało się nieduże drzewko przechowywane z roku na rok w garażu, więc sztuczne pewnie. Tak - mówiła mama, z okien widzimy przecież tę wielką, świecącą się choinkę na Placu Zamkowym - mogła jeszcze długo żyć w lesie, mieć co rok mnóstwo szyszek, pachnące igliwie na sobie; mogła żyć jeszcze wtedy, gdy nas już nie będzie, nawet - ciebie. Tak mówiła do chłopca i na tym kończyła, ale raz słyszał, jak mówiła do taty w sąsiednim pokoju, że zabijanie (tak to określiła) takich dorodnych drzew powinno być srogo karane. Jednak koledzy z przedszkola nic takiego nie mówili, przechwalali się, jakie to w domu ogromne będą mieć choinki na święta, chłopca wyś
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 49 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.