Leczenie grozi karą
13
Dlaczego lekarze i farmaceuci postanowili postraszyć Ministerstwo Zdrowia? I to tak głośno, że grzmią o tym od rana do wieczora wszystkie media? Bo cichych przestróg rząd nie słuchał
Lekarze zapowiadają, że od stycznia przestaną wypisywać recepty na leki z refundacją. Zamiast tego postawią pieczątkę refundacja do decyzji NFZ. Wczoraj Naczelna Rada Aptekarska poszła ich śladem - podała, że też będzie na receptach stawiać takie pieczątki. Co to oznacza dla pacjenta? Będzie musiał zapłacić w aptece pełną cenę leku, a o zwrot kwoty refundacji handryczyć się z Funduszem. To sytuacja nie do pomyślenia. Także dlatego, że Fundusz zgodnie z prawem ma rozliczać się z aptekami - rozliczeń
z indywidualnym chorym prawo nie przewiduje.
Kto zachoruje na anginę i przez protest zapłaci nieco więcej za antybiotyk, zapewne nie pofatyguje się do NFZ po zwrot kosztów. Ale dla przewlekle chorych, np. na cukrzycę, pełnopłatne recepty to prawdziwe zagrożenie dla domowego budżetu. Za insulinę zamiast 3,2 zł musieliby zapłacić 100 zł. A to nie jedyny lek, który biorą.
Dlaczego lekarze i aptekarze wybrali protest, który grozi piekłem pacjentów? Bo gdy wiosną uchwalana była niezwykle restrykcyjna ustawa o refundacji leków, nikt w rządzie nie słuchał przestróg. Nie chodzi o filozofię ustawy, która zakłada oszczędności w wydatkach na leki, jeśli da się to zrobić bez szkody dla pacjenta. Ta idea jest słuszna. Wczoraj w TVN 24 minister zdrowia Bartosz Arłukowicz mówił, że dzięki negocjacjom nowych cen leków
z firmami farmaceutycznymi NFZ zaoszczędzi rocznie miliard złotych.
Ta sama ustawa nakłada jednak na lekarzy odpowiedzialność za to, czy konkretny pacjent ma prawo do zniżkowej recepty. Lekarz, nie mając żadnych narzędzi do weryfikacji tego uprawnienia, zacznie odpowiadać finansowo za każdą wykupioną receptę. Lekarz nie
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 13 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.