Ewa Kopacz komentuje...

22
Nie jest sztuką przepłacać koncerny Pracom nad ustawą, która reguluje zasady tworzenia listy leków refundowanych, od początku towarzyszyły protesty. Jest ona w interesie pacjentów, nie koncernów AGATA NOWAKOWSKA, DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Nie ma pani pokusy dzwonić do nowego ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i podpowiadać mu, co ma robić? EWA KOPACZ: Nie. Bartosz Arłukowicz świetnie da sobie radę. Arłukowicz wielokrotnie ostro panią krytykował jako ministra. - W polityce spory merytoryczne są jak najbardziej wskazane. Zostawiła mu pani spadek w postaci awantury wokół ustawy refundacyjnej. Lekarze nie chcą być śledczymi, którzy sprawdzają, czy pacjent jest ubezpieczony i czy ma prawo do leków refundowanych. Po co iść na wojnę z lekarzami, skoro liczba pacjentów nieubezpieczonych jest w Polsce minimalna? - Osób nieubezpieczonych w Polsce jest setny ułamek procentu. Za tych, którzy nie pracują, składki płaci budżet państwa. Do tej pory lekarze również mieli obowiązek wypisywania recept tylko osobom ubezpieczonym. Tak było od lat. I to się nie zmieniło. Nowa ustawa chroni lekarza, jeśli został on wprowadzony w błąd. A „niemądrzy“ lekarze o tym nie wiedzą? - Obecnie lekarz wprowadzony w błąd przez osobę trzecią nie będzie karany. To lepiej czy gorzej? Minister Arłukowicz zapowiedział, że to pacjenci będą składali oświadczenia, czy są ubezpieczeni, czy nie. Za nieprawdziwe oświadczenie będzie odpowiadał ten, kto je złożył. Wciąż nie rozumiemy, o co jest ta awantura, skoro w Polsce niemal wszyscy są ubezpieczeni. - Recepta to szczególny rodzaj czeku. To czek na pieniądze budżetowe, czyli nasze wspólne. Ich wydawanie wiąże się z ogromną odpowiedzialnością. Wszelkie nieprawidłowości muszą być wychwytywane. To NFZ powinien sprawdzać, kto jest ubezpieczony, albo zapewnić lekarzom dostęp do systemu, w którym taka informacja byłaby zawarta. Lekarze mają leczyć, a nie tracić czas na sprawdzanie papierków. - Nikt od nich tego nie wymaga. Dowód ubezpieczenia sprawdza się w recepcji. W sprawie rzekomych wielkich kar dla lekarzy za wypisywanie recept dla osób nieubezpieczonych krążyły legendy. Prezes NFZ jest w posiadaniu pełnej wiedzy, kto i za co był karany. w wielu przypadkach lekarze się nie odwołują od tych kar. Lekarze boją się, że NFZ będzie podważał ich kompetencje, orzekając, że zapisali nie taki lek jak należy. - NFZ nie może zakwestionować diagnozy, bo to lekarz bierze za nią odpowiedzialność. Tu chodzi jedynie o przypadki skrajne, np. jeśli w historii choroby pacjenta nie ma rozpoznanego nowotworu, pacjent ma jedynie katar i kaszel, a nagle okazuje się, że przepisano mu leki na chorobę nowotworową. To chyba oczywiste, że w takich przypadkach NFZ reaguje. Na dodatek od każdej takiej decyzji lekarz może się odwołać. Dlaczego w takim razie lekarze protestują? Grożą nawet niewypisywaniem recept na leki refundowane. - Może ten spór to próba odroczenia wejścia w życie ustawy refundacyjnej, która uderza w interesy potężnych koncernów farmaceutycznych? Lekarze protestują w interesie koncernów, które stracą sporo pieniędzy z powodu nowych zasad tworzenia listy leków refundowanych? - Ja tego nie powiedziałam. Pamiętajmy jednak, że ustawie, od rozpoczęcia nad nią prac do uchwalenia w maju, towarzyszyły protesty. To, co wiem na pewno i będę zawsze powtarzać: ta ustawa jest w interesie pacjentów - nie koncernów. Podobno Naczelna Rada Lekarska podnosiła te wątpliwości w czasie posiedzeń komisji sejmowej. - To naprawdę ostra gra. Ja już to przetrwałam przy okazji niesamowitego lobbingu w sprawie szczepionek na grypę. Nie uległam szantażowi, który bywa szczególnie skuteczny, gdy chodzi o zdrowie i życie ludzi. Życzę ministrowi Bartoszowi Arłukowiczowi, by też wytrwał. Jest pan
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 22 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.