Tajemnice par 48 ust 8 ustawy ref

7
Tajemnice ustępu ósmego W sprawie leków zawiedli wszyscy: rząd, opozycja, Sejm i lekarski samorząd. Zapłacił jak zawsze pacjent Awantura między rządem a lekarzami to spór o odpowiedzialność i pieniądze. Sprawa opisana jest zaledwie w jednym ustępie (art. 48 ust. 8) wielkiej ustawy o refundacji leków. Napisano w nim, że jeśli lekarz wypisze receptę na lek refundowany (czyli ten, do którego dopłacają podatnicy) niezgodnie z przepisami, ponosi odpowiedzialność finansową. Musi oddać dopłatę wraz z odsetkami - gdy da lekarstwo komuś, kto nie jest ubezpieczony, albo przepisze je bez uzasadnienia medycznego. Ma także obowiązek wypisać, w jakim procencie lekarstwo jest refundowane - dane znajdzie w spisie leków dostępnym na stronie Ministerstwa Zdrowia. I wcześniej lekarze odpowiadali za swoje błędy, ale tylko ci, którzy mieli podpisane umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Za innych płacił pracodawca. Ani słowa o niezadowoleniu Od początku rząd nie ukrywał tego, że chce, by lekarze ponosili kary za błędy, które popełnili przy wypisywaniu recept. Mógł się o tym przekonać każdy, kto przeczytał projekt ustawy. Jeśli był niezbyt jasny, można było sięgnąć do uzasadnienia. Tam napisano: wprowadzono jednoosobową odpowiedzialność osoby uprawnionej za ordynację leków, czyli lekarza. Przypomniano, że do tej pory odpowiadał i kary płacił nie lekarz, ale ten, kto lekarza zatrudniał - czyli szpital lub przychodnia. Trudno wyrazić się jaśniej. Gdy we wrześniu 2010 roku projekt trafił do konsultacji społecznych, podział ról był jasny. Rząd chciał uszczelnić system. A aptekarze i pracodawcy (czyli przychodnie i szpitale) nie mieli ochoty odpowiadać za lekarskie pomyłki. Lekarze zaś nie chcieli brać odpowiedzialności na siebie. Sęk w tym, że lobby aptekarskie i szpitalne wypowiadało się jasno tak, to lekarz ma odpowiadać za receptę. Lekarze inaczej jakby ich organizacje nie wyczuły zagrożenia. Jest na to wiele przykładów. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy i Federacja Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia uważały, że propozycja, by to lekarze zwracali nienależną refundację, jest dyskusyjna. OZZL stwierdził ostrzej, że jeśli się chce karać lekarza, trzeba stworzyć procedurę, dzięki której medyk będzie mógł sprawdzić, czy wypisuje receptę osobie uprawnionej. Jednak najistotniejsza była opinia samorządu lekarskiego - który ma ustawowy obowiązek opiniować projekty dotyczące ochrony zdrowia. Licząca 75 osób Naczelna Rada Lekarska zajęła stanowisko, w którym pozytywnie opiniuje kierunek zmian dotyczących przekształcenia systemu refundacyjnego. Zaniepokojenie wzbudził jedynie zapis, że wszyscy lekarze mają podpisywać indywidualne umowy z NFZ na wypisywanie recept na leki refundowane. Reporterzy Rz przeanalizowali wszystkie opinie skierowane do ministerstwa w ramach konsultacji i stanowisko lekarskiego samorządu należało do najbardziej lapidarnych. Ani słowa o zagrożeniu wybuchem niezadowolenia, możliwością odmawiania wypisywania recept, czyli kłopotami, których doświadczamy. Rząd przyjął projekt ustawy i przesłał do Sejmu wraz z restrykcyjnymi przepisami. w lutym Naczelna Rada dostrzegła, że zapis proponowanej ustawy naraża lekarzy na konsekwencje finansowe. Ale chodziło nie o samą zasadę, tylko nieproporcjonalną w stosunku do winy odpowiedzialność lekarzy. za to lekarze sami dostrzegli, że pomyłki na recepcie mogą ich mocno uderzyć po kieszeni. Portal Konsylium24 w marcu 2011 r. (a więc kiedy ustawa była jeszcze w parlamencie) miał już 6 tysięcy podpisów pod protestem. Jednak Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, nie widział problemu: - Lekarz już dzisiaj jest odpowiedzialny za złe wypisanie recepty i musi zapłacić karę, jeśli popełnił błąd. Nie wszyscy o tym wiedzą, bo być może nie mieli takich doświadczeń - mówił Gazecie Wyborczej, dodając, że petycja przygotowana przez portal niepotrzebnie wywołuje panikę. Ustawa dalej spokojnie przechodziła ścieżkę legislacyjną. Sejmowa podkomisja zdrowia zajmowała się nią przez 32 godziny, Sejmowa Komisja Zdrowia przez kolejnych 8 godzin. Wyleciało z głowy W marcu odbyła się debata w sali posiedzeń plenarnych - w której nikt nie pochylił się nad losem lekarzy. Choć zajmowali się nią sami lekarze - wystarczy powiedzieć, że w czasie prac nad ustawą 21 z 41 posłów Komisji Zdrowia rekrutowało się z lekarzy, i to takich tuzów jak były minister zdrowia Marek Balicki (SLD), były wiceminister zdrowia Bolesław Piecha (PiS) czy przyszły minister zdrowia Bartosz Arłukowicz (wówczas SLD, za chwilę PO) - mieli panią minister Ewę Kopacz, która ustawę pisała, a też jest w końcu lekarzem. Ale jak to możliwe, że niemal nikt nie zajmował się ósmym ustępem, który po kilk
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 7 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.