mała odskocznia -o arłukowiczu-czy pamiętacie to? program agent-dziś pacjent mi to przypomniał,a artykuł znalazłam w necie.
10
Pacjent mi dziś przypomniał,że arłukowicz brał udział w programie agent tvn, gdzie trzeba było jesc robaki.... i ten pacjetn potem ze złoscia rzekł- i taki człowiek jest ministrem.
najbardziej podoba mi się zdanie o bezwzględnej polityce platformy, i jak bronił jaruzelskiego.....
Arłukowicz: w jaki sposób wygrał Agenta?
W 2001 roku Bartosz Arłukowicz ze Szczecina brał udział w 2. edycji programu Agent. Teraz, już jako poseł, trafił do komisji śledczej ds. afery hazardowej. Po latach zdradza, w jaki sposób udało mu się zwyciężyć w popularnym niegdyś reality show. Zwycięstwo podwójne, bo nie chodzi tylko o wygraną w Agencie, ale także wygranie i skorzystanie z szansy na nowe życie.
„Nie chcę takiej polityki, jaką robi dziś Platforma. Jest partią bezideową, bezwzględną, korporacyjną. Ja nie znoszę plastikowej polityki. Nie znoszę Ikei. W domu mam stary kredens, na którym jest jeszcze odcisk po kubku babci. To jest żywa historia. A Platforma jest jak Ikea. Bardziej cenię Kaczyńskiego, bo ma jakieś poglądy. Polityka to nie piaskownica. Bywa brudna. Ale prawdziwa polityka daje satysfakcję. Trzeba mieć do tego pasję. Trzeba chcieć wygrać wybory. Chcę tworzyć lewicę, która wygrywa wybory. Ciągle słyszę, że się nie da. Zrobiłem już trochę rzeczy, które miały się nie udać. Lewicę też się da” – mówi Bartosz Arłukowicz.
„Mogę o nim powiedzieć same dobre rzeczy: ofensywny, bystry, bardzo się cieszę, że ktoś taki się pojawił. Ma duży potencjał” – powiedział były premier o Arłukowiczu. „Bartek walczy jak lew. Planuje każdy ruch” – mówi z kolei kolega Bartka. „Bardzo przeżywa każde wystąpienie w mediach. Przez długi czas pałętał się po programach Superstacji, najwyżej bywał w Polsat News. Dziwiłem się, że leci do nich na każde zawołanie. Mówiłem: chłopie, po co ci to? A on walczył. Mówił, że kiedyś zajdzie wyżej. Zazdrościł Napieralskiemu i Nitrasowi, że chodzą do TVN 24. Powtarzał: Kiedyś ja się też przebiję. Aż zaprosiła go Monika Olejnik. To był wielki awans. Bardzo to przeżył. A najbardziej to, że przez 15 minut przed rozmową na antenie siedziała obok niego i ani słowem się nie odezwała. A potem był program u Lisa. Traktował to jak wejście do pierwszej ligi. Tego tekstu, który pan pisze, też się boi. Boi się, że mu zaszkodzi” – mówi kolega ze Szczecina. Ale na spotkanie ze mną zgodził się natychmiast.
Dwa lata przy łóżku
Miał być ginekologiem. Aż do momentu, kiedy na drugim roku studiów wyszedł z egzaminu z biochemii i spotkał wujka z roczną Marysią na rękach. Dziewczynka miała białaczkę, jej ojciec prosił o pomoc. Dwudziestoletni student spędził dwa lata przy łóżku chorej dziewczynki. Był u niej niemal każdego dnia. Marysia przeżyła. On zmienił zdanie. Postanowił pracować na oddziale onkologicznym. „Pierwsza śmierć przeorała mnie. Zmieniła mi wszystko w głowie. Siedziałem i patrzyłem na ból dziecka. Myślałem, jak mogę mu pomóc. Bólu nie mogłem zabrać. A ono leżało i tylko mogło patrzeć. Widziało ponure ściany szpitala. Jedyna rzecz, jaka mi wpadła do głowy, to że mogę pokolorować te ściany, żeby było weselej” – opowiada Bartek.
Miał znajomych w liceum plastycznym. Zaczął chodzić do administracji, by pozwolili im namalować na ścianach szpitala pogodne rysunki z Myszką Miki i Kaczorem Donaldem. Nie dało się. Przepisy określały, że kolor ścian w szpitalu ma być jednolity. Wtedy umówił się z pielęgniarkami na tajną akcję. Pewnego wieczoru, po 23:00, weszli z całą załogą znajomych plastyków do szpitala. Dzieciakom zrobili czapki z gazet i do rana ściany oddziału pokryły się bajkowymi postaciami. Zrobiła się afera, ale maluchom było odtąd weselej.
Na onkologii dziecięcej jest balkon, na którym młody doktor spędzał noce, rozmawiając z rodzicami chorych dzieci. Ci rodzice bardzo chcieli walczyć. Postanowili wybudować nowy szpital. „Szaleństwo, no nie?” – mówi z zawadiackim uśmiechem Arłukowicz, który włączył się do ich akcji. „Zobaczyłem coraz bardziej zdeterminowanych rodziców, którzy chcieli walczyć. Dali mi siłę. To była największa przygoda mojego życia. Złapałem oddech” – opowiada. Organizował charytatywne koncerty, na których występował, grał i śpiewał. A poza tym chodził i namawiał biznesmenów, polityków, artystów. Dzięki akcji rodziców, Szczecin ma jeden z najnowocześniejszych w Polsce dziecięcych oddziałów onkologicznych, zbudowany bez państwowych pieniędzy. „Zrozumiałem wtedy, że można zrobić wszystko” – mówi dziś poseł. (…) Za pomoc dzieciom dostał Order Uśmiechu. Marcin Meller, redaktor naczelny „Playboya”, od kilku lat zaprzyjaźniony z Arłukowiczem, wspomina: „Bartek ciągle gadał o tych dzieciach. Widać, że bardzo go to ruszało”.
Agent i 130 tysięcy
Meller poznał Arłukowicza, kiedy realizowano program Agent. Reality show, w którym w trudnych warunkach 12 uczestn
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 10 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.