Śmieciowy ma być zdrowy, czyli jeszcze o składce zdrowotnej

0
Wśród ok. miliona Polaków żyjących bez ubezpieczenia zdrowotnego jest coraz więcej młodych, pracujących na umowach śmieciowych. - Dlaczego państwo traktuje mnie jak obywatela drugiej kategorii? – pytają. Od kilkunastu dni lekarze w całym kraju protestują przeciwko obowiązkowi sprawdzania ubezpieczenia pacjentów. Jeśli wystawią receptę na lek refundowany osobie, która nie jest do tego uprawniona, zapłacą karę. Ze statystyk NFZ wynika, że 98 proc. Polaków ma ubezpieczenie. Ale ok. miliona Polaków nie ma prawa do leczenia w państwowych przychodniach i szpitalach. To bezrobotni, którzy nie są zarejestrowani w urzędach pracy, pracujący na czarno, ale też rosnąca grupa młodych (niekoniecznie debiutujących na rynku) osób na umowach śmieciowych. Dostają pensję, ale nie mogą liczyć ani na ubezpieczenie, ani na przywileje etatowców: płatny urlop czy okres wypowiedzenia. Psychologowie podkreślają, że to rodzi frustrację, niechęć do pracy, budzi lęk przed przyszłością. Co prawda każdy może ubezpieczyć się w NFZ na własną rękę (ponad 300 zł miesięcznie). Ale młodzi mówią, że nie stać ich na to. Świetnie widać to w statystykach Funduszu: na pon
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.