Who is who- Jacek Paszkiewicz

12
Waluty biznes Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ, dzieli i rządzi w polskiej służbie zdrowia. W interesie pacjentów czy finansów państwa? Przepraszam pacjentów za to, że ten pan jest lekarzem - mówi Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, o szefie Narodowego Funduszu Zdrowia Jacku Paszkiewiczu. Kilkanaście dni temu lekarski samorząd zaapelował do premiera o jego odwołanie. Wcześniej to samo zrobili posłowie SLD. - Nie widzimy możliwości dalszej współpracy z prezesem Paszkiewiczem - dodaje Hamankiewicz i wylewa swoje żale wobec szefa NFZ: dezorganizacja pracy szpitali i przychodni, problemy z refundacją leków, masowe kontrole, zastraszanie lekarzy, wreszcie urzędnicza arogancja i łamanie obietnic. W czasie trwającej już prawie cztery i pół roku kadencji prezesa NFZ Jacek Paszkiewicz dorobił się etykiety prawdziwego szwarccharakteru polskiej ochrony zdrowia. A jest szefem najbardziej wpływowej instytucji państwowej. NFZ wydaje na finansowanie usług medycznych ponad 60 mld zł. To mniej więcej trzy razy tyle, ile na budowę dróg wydaje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Od decyzji Paszkiewicza zależy w głównej mierze to, jak NFZ rozdysponuje tę masę pieniędzy, komu dołoży, a komu zabierze. I prezes rządzi tym rynkiem żelazną ręką państwowego monopolisty: narzuca warunki kontraktów, nasila kontrole, zmienia zasady rozliczeń. Zupełnie nie przejmuje się krytyką. Niepokornych po prostu z funduszu wyrzuca. Z oponentami rozmawia przez prokuraturę. Z niechęcią o szefie NFZ, finansującym 80 proc. usług medycznych w Polsce, mówi większość uczestników tego rynku: dyrektorów szpitali i przychodni, aptekarzy, lekarzy. Czy to znaczy, że Jacek Paszkiewicz jest fatalnym prezesem? A może bardzo dobrym menedżerem? Apodyktyczny Jego przygoda z zarządzaniem służbą zdrowia zaczęła się we Włoszech. Jako młody lekarz ze specjalizacją z interny i chorób zakaźnych pojechał na uniwersytecki kurs medyczny. Wziął tam udział w quizie, w którym jedno z pytań brzmiało: co ma największy wpływ na spadek śmiertelności wśród niemowląt: a) poziom wydatków na ochronę zdrowia, b) zarobki ojca dziecka, c) wykształcenie matki. Prawidłowa kolejność to c, b, a. - Doszedłem do wniosku, że typowo lekarskie podejście do medycyny jest zbyt wąskie i nie decyduje o sukcesie w leczeniu - mówi Newsweekowi Jacek Paszkiewicz. Rozmawia i zachowuje się trochę jak wysokiej rangi wojskowy. Energiczny, stanowczy, oszczędny w słowach. W jego biurze też wyczuwa się żołnierski dryl. Nie bawi się w grzeczności. Współpracownikom wydaje szybkie polecenia tonem nieznoszącym sprzeciwu, a ci kwitują je krótkim tak jest. Dyrektorzy publicznych i prywatnych szpitali, a nawet urzędnicy z resortu zdrowia mówią o nim z nutą strachu w głosie. Twierdzą przy tym, że z Paszkiewiczem nie ma negocjacji. Jest uparty i zawsze musi postawić na swoim. Ale nie od razu stał się dyktatorem rynku medycznego. Najpierw zdobywał doświadczenie. W połowie lat 90. poszedł na dodatkowe studia z zarządzania ochroną zdrowia. Trafił na dobry moment, bo w tym czasie profesjonalizacja zarządzania szpitalami była w modzie, a specjalistów brakowało. W 1999 roku, po wprowadzonej przez AWS reformie systemu ochrony zdrowia, został szefem pomorskiego oddziału Branżowej Kasy Chorych, która finansowała leczenie służb mundurowych. W 2005 roku przeniósł się do Warszawy i został wiceprezesem mazowieckiego oddziału NFZ. Dwa lata później Donald Tusk niespodziewanie powołał go na prezesa NFZ. Przyczyny awansu do dziś pozostają zagadką nawet dla pracowników resortu zdrowia. - Na tle innych pracowników mazowieckiego oddziału nie wyróżniał się ani wiedzą, ani zdolnościami menedżerskimi - mówi jeden z urzędników. Wokół nominacji narosły legendy, do czego przyczyniły się także kolejne kryzysy i kontrowersje wokó
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 12 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.