Fala przemocy w szpitalach. Pacjenci biją swoich lekarzy. Do czego prowadzi "polityka miłości"?
15
Na izbie przyjęć chorzowskiego szpitala pacjent pobił lekarkę i pielęgniarkę. Jednej złamał rękę, drugiej wybił zęby. Niestety, to nie wyjątek. W placówkach służby zdrowia coraz częściej słychać krzyki, przekleństwa i złorzeczenia.
Policjanci z Bielska-Białej tylko w jednym kwartale minionego roku otrzymali ponad 60 zgłoszeń w sprawie agresywnych pacjentów z jednego tylko szpitala miejskiego. Policja w Siemianowicach Śląskich od lipca do października 2011 r. zanotowała 37 zgłoszeń. To wyrywkowe dane, bo w większości miast policja nie prowadzi odrębnych statystyk dotyczących przypadków agresji w szpitalach.
Dr Czarosław Kijonka, ordynator oddziału ratunkowego w Szpitalu im. św. Barbary w Sosnowcu, przyznaje, że nie ma dnia, by któryś z pacjentów nie zachował się agresywnie wobec personelu. - Pacjenci mają pretensje, że na wyniki badań laboratoryjnych muszą czekać kilka godzin, że zamiast przyjąć do szpitala, wypisujemy ich do domu. Wyrzucają nam, że na nas płacą, a my nic nie robimy - mówi dr Kijonka.
Skąd tyle agresji? - Pacjenci są niecierpliwi i nieświadomi, że rozpoznanie choroby musi trwać. Takich decyzji nie podejmuje się pochopnie - odpowiada ordynator.
Narzekają też ratownicy w pogotowiu. Zdarza się, że są wręcz szantażowani. - Ludzie mówią, że nie wypuszczą nas, dopóki nie zagwarantujemy, że przewieziemy pacjenta
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 15 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.