No i po co te doktory kłamią?.. Wywiad z Paszkiewiczem 25.05.2012r(!) - mp.pl
(UWAGA: SONDA DO POSTU !!!)
Żebyście sobie nie myśleli, że jest lekko: (materiał z med.praktycznej- wklejam, bo nie wszyscy sie tam logują): Nikt nie będzie ścigał lekarza za wypisanie antybiotyku 25.05.2012 Wiesław Latuszek-Łukasiewicz, Maciej Müller Medycyna Praktyczna "Kontrolerzy nie wyszukują lekarzy, którzy nie dostosowali się do ChPL i nie sprawdzają, czy lekarz wypisuje recepty pacjentom nieuprawnionym. Po co prowadzać kosztowną operację, żeby wykryć, że ktoś wypisał receptę na 20 zł osobie bezdomnej? Jeżeli lekarz nie zamierza wyłudzać milionów, nie ma się czego obawiać - mówi "Medycynie Praktycznej" prezes NFZ Jacek Paszkiewicz. Wiesław Latuszek-Łukasiewicz, Maciej Müller: Zna Pan dobrze premiera Donalda Tuska? Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ: Znam go od wielu lat. Czyli: "Świetlik", NZS? Nie, poznałem go trochę później, już w okresie funkcjonowania Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Wiele osób uważa, że otrzymał Pan od Premiera zadanie dopilnowania budżetu. Że daje Pan gwarancję, że nie wyda więcej niż wpłynęło ze składek. Czy rzeczywiście za to Premier ceni Pana najbardziej? Nie wiem, za co mnie ceni. To jest pytanie do Premiera. Wiem jedno: gazety co chwilę piszą, że w Polsce na ochronę zdrowia jest za mało środków. Jest silny nacisk społeczny na zwiększenie finansowania i dostępności. I powtarza się stały schemat: NFZ za nisko coś wycenił, szpital popadł w długi, pacjent nie dostał drogiego niezbędnego leku. Inflacja medyczna, czyli wzrost zapotrzebowania na pieniądz w systemie, zawsze wyprzedza PKB każdego kraju, który posiada regulowany system opieki zdrowotnej. Nie mówię tu o sytuacji w USA, gdzie rządzi raczej cash. W Europie rosnące oczekiwania są związane z postępem cywilizacyjnym, cyfryzacją, dostępem do internetu itp. Zapotrzebowanie na finansowanie nowych, drogich technologii, znacznie wyprzedza możliwości płatnicze państwa. Ten konflikt jest nieuchronnie wpisany w system opieki zdrowotnej. Państwo może oczywiście założyć, że będzie wydawało więcej, niż ma, i zadłużać system. Ostatecznie okazuje się jednak, że takie systemy nie są bezpieczne i obejmuje się je budżetowymi cięciami. Mało tego – zadłużone systemy opieki zdrowotnej wskazuje się jako jedno ze źródeł problemów gospodarczych państw europejskich. Zdecydowanie stoję na stanowisku, że możemy wydawać tyle, ile możemy. Czy to się udaje? Oczywiście, że nie. Polski system opieki zdrowotnej i sposób jego finansowania mają wiele luk. Na pewno warunkiem bezpieczeństwa finansowego naszego państwa jest niedopuszczenie do sytuacji, w której rosnące ciągle oczekiwania społeczne doprowadziłyby do niekontrolowanego wydawania pieniędzy, których wcześniej obywatele nie odprowadzili w składkach. Jeżeli doprowadzimy do zadłużenia systemu, to wcale nie poprawimy dostępności, znacznie natomiast pogorszymy stan finansów kraju. Proszę pamiętać, że tu chodzi o 65 mld zł. Czy ten priorytet sam Pan sobie wyznaczył? Do takich działań obliguje mnie ustawa. Plan finansowy NFZ musi bilansować przychody i koszty. Według elementarnych zasad dyscypliny finansów publicznych nie można na dany cel wydać więcej, niż zapisano w planie finansowym. Ustawa zakłada oczywiście możliwości niezbilansowania wydatków i przychodów. Np. taki jest plan na 2012 rok. Jeżeli nie zachodzą zasadnicze problemy natury przychodowej, Fundusz stara się utrzymać przede wszystkim płynność finansową w płaceniu za bieżące świadczenia szpitalom czy przychodniom. Podobają się Panu zapisy ustawy refundacyjnej dotyczące ograniczenia refundacji do zarejestrowanych wskazań? Wiem, jakie problemy z tym związane zgłaszają lekarze. Niektóre zapisy rejestracyjne powstały ze względu na ostrożność procesową firmy farmaceutycznej rejestrującej dany lek. Pamiętajmy, że one jako takie służą przede wszystkim ochronie interesów producenta. Zupełnie inne ryzyko podejmuje lekarz, ordynując dany lek opierając się na wiedzy medycznej, którą posiadł na podstawie znajomości badań naukowych itp. To odrębne ryzyka i nie można ich łączyć. Zapis ustawy jest zły, ponieważ wskazuje lekarzom, że powinni ograniczyć swoje ryzyko do ryzyka rejestrującej lek firmy. A w praktyce nie zdarza się często, żeby lekarz leczył tak, jak firma farmaceutyczna zapisała w swojej ulotce. Ale czy mimo tych niedobrych zapisów można było obwieszczenie ukształtować inaczej, pozostawiając refundację zgodnie z całą wiedzą lekarską dla zdecydowanej większości leków? Podzielić np. w obwieszczeniu leki na te, które są refundowane w całym zakresie wiedzy, refundowane w całym zakresie zarejestrowanych wskazań i refundowane w wybranych wskazaniach? Można było tak zrobić. Niektóre leki mają wskazania rejestracyjne sformułowane niezwykle precyzyjnie. To dotyczy np. leków przeciwnowotworowych, o których wiadomo, że mają poważne skutki uboczne. Nie dopuszcza się więc stosowania takiego leku w innym wskazaniu, sekwencji czy dawce niż te, które zostały sprawdzone. Można więc wyodrębnić taką grupę leków od tych, których zastosowanie poza ścisłymi wskazaniami nie łączy się z podobnym ryzykiem. Zapis w ustawie należałoby sformułować inaczej. W obecnej sytuacji powstają np. problemy z przepisaniem antybiotyku - zwykle zarejestrowano wskazanie do leczenia gronkowca, paciorkowca, pałeczki gram-ujemnej itp. Lekarz badający pacjenta z bólem gardła nie wie, czy powoduje go akurat paciorkowiec. Sądzi, że chodzi o anginę i wie, że w 99% przypadków spowodował ją paciorkowiec. Ryzyko, które bierze na siebie stosując lek na paciorkowca, jest tu oczywiście znikome. Pan mówi o odpowiedzialności cywilnej lekarza, a my pytamy o refundację. Dlaczego lekarze protestują przeciwko karom za źle wystawione recepty, skoro refundację odebrano nie lekarzom, tylko pacjentom? Ale w jakich sytuacjach pacjent jest pozbawiony refundacji? Wtedy, kiedy lekarz nie wie, jak zinterpretować zarejestrowane wskazania i boi się wypisać receptę refundowaną. Nikt nie będzie ścigał lekarza za to, że zle
Ten post ma 34 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.