Mój sprzeciw wobec agresji

300
Dziś przydarzyło mi się coś, co mnie kompletnie zbiło z tropu(sunie mi się coś innego na usta, ale klasę zachowam). Otóż do gabinetu weszła mama z siedmiolatkiem, który cierpiał na ostry nieżyt żoł-jelitowy(całe przedszkole właśnie to przechodziło), bez cech odwodnienia, był w dosć dobrym stanie. Mama zgłosiła niby mimochodem, ze jeszcze się skarży od kilku miesięcy (potem dodała, ze właściwie od półtora roku) na bóle brzucha, głównie na czczo, nieprzyjemny zapach z ust, czasem nocny kaszel. No, strassen diagnose. Zaleciłam mu Osłonik maxx, wytłumaczyłam, jak działa, i że ma dużo pić. Wysunęłam podejrzenie, co moze mu być, jak sie to leczy, zleciłam badania dodatkowe, USG j.brzusznej i skierowanie do gastrologa. Matka jeszcze podkresłiła słuszność moich podejrzeń("dobrze, ze zwróciłą pani na to uwagę"). Atmosfera była serdeczna, sielska. Dzień jak co dzień. No, po prostu idylla. I wszystko zdechło, gdy zażądałą opieki do środy. Odrzekłam, ze to zbyt długo, chętnie wypiszę L4 do poniedziałku, a jeśłi pacjent będzie wymagał dalszej opieki, to chętnie przedłużę. Spokojnie, merytorycznie, pełen profesjonalizm:) Próbowała jeszcze się targować, ale stałam przy swoim. Usłyszałąm, ze straciła do mnie zaufanie i wyszła(co skrzętnie odnotowałam w dokumentacji medycznej- po spotkaniach z p. mgr Zajdel już wszystko tam notuję). Pojawił się kolejny pacjent.Wyszedł. Wchodzi wkurwiony ojciec(z wyglądu nowobogacki, prawdopodobnie menadżer, wydawacz poleceń), mamusia i ów siedmiolatek. _Co ja mam z tym zrobić? -spytał, wskazując na druk L4 -Zanieść do pracodawcy- odpowiedziałam spokojnie, choć w duchu trochę rozbawiona. I tu UWAGA! Potargał druk i zażądał L4 do końca tygodnia,
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.

Ten post ma 300 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.