Historia recepty, czyli jak "aptekarki wbiły na salony"
31
http://bez-recepty.pgf.com.pl/index.php?co=artyk&id_artyk=115
Do wklejenia tego linka zmotywowały mnie Biurwy (przez duże "B"!) z jedynej w pewnym mieście apteki, która mojej ulubionej Sekretarce Medycznej (swoją drogą - chyba najuczciwszej osobie jaką znam, i to włączając siebie samego) powiedziały "Pani sfałszowała tą receptę, bo pieczątkę może sobie wyrobić każdy"
Na szczęście Pani Ania nie w ciemię bita jest - "moje" recepty realizowała wielokrotnie bez najmniejszych przeszkód od marca 2012 r. we wszystkich do dziś aptekach - i zadzwoniła (bo biurwy nie były łaskawe w swojej nadgorliwości skorzystać z bezpośredniego numeru telefonu z mojej pieczątki) do SOR dając do słuchawki owe biurwy.
"Dzień dobry, J.R. ,lekarz dyżurny SOR w X." - zagaiłem wesoło
"Dzień dobry, apteka "A co ten konował może wiedzieć" (czy jakoś tak) - przedstawiła się Biurew
"Słysz
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 31 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.