HORROR - Płaszcz ze skóry studentki ...
35
Ekshumacja szczątków Katarzyny Z. odbyła się na krakowskim cmentarzu w styczniu 2012 r.
Psychopata wypreparował skórę zabitej studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uszył kostium. Do dzisiaj nie wiadomo, w jaki sposób zginęła Katarzyna Z., studentka religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie wiadomo też, kto w okrutny sposób okaleczył jej ciało, z chirurgiczną precyzją oskórował je i uszył płaszcz.
Naukowcy przebadali protokoły sekcji zwłok, jakie przeprowadzono w krakowskim Zakładzie Medycyny Sądowej od jego założenia w roku 1880. Nie znaleźli ani jednego podobnego przypadku. Agentom FBI sprawa śmierci Katarzyny Z. przypominała film „Milczenie owiec".
Agenci FBI, z którymi konsultowali się nasi policjanci, przyznali, że krakowski przypadek jest „pierwszy w cywilizowanym świecie". Narzucały się im skojarzenia z filmem „Milczenie owiec", w którym Jame „Buffalo Bill" Gumb – seryjny morderca – odziera ze skóry ofiary.
Dlaczego sprawa nie została do dzisiaj rozwiązana? – Nie udało się znaleźć miejsca, gdzie dokonano zabójstwa, zabezpieczonych śladów było bardzo mało – uważa prof. Józef Gierowski z Katedry Psychiatrii UJ, który pracował nad rozwiązaniem zagadki śmierci dziewczyny.
Co się stało z Kasią?
12 listopada 1998 r. Katarzyna była umówiona z matką w Nowej Hucie, miały iść do lekarza. Dziewczyna w przychodni się nie pojawiła. Zaginięcie córki matka zgłosiła policji. Wieszała plakaty w mieście, o pomoc w poszukiwaniu córki poprosiła detektywa. Poszukiwania jednak nic nie dały.
Katarzyna Z. studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po maturze dostała się na psychologię, po semestrze zrezygnowała i dostała się na historię. Te studia też rzuciła. W końcu wybrała religioznawstwo. Jak zeznali jej znajomi, była osobą nieśmiałą. Jej pasją była muzyka Grateful Dead, kalifornijskiego zespołu, który grał psychodeliczną odmianę rocka. Tydzień przed zaginięciem na muzycznej giełdzie w klubie studenckim Pod Przewiązką zamówiła kasetę tego zespołu.
Przez ostatnie dwa tygodnie przed zaginięciem dziewczyna wychodziła z domu na uczelnię, ale w zajęciach nie uczestniczyła. Gdzie wtedy przebywała? Nie wiadomo.
6 stycznia 1999 r. pchacz „Łoś" żeglujący po Wiśle cumował do nabrzeża na Zabłociu, gdy obroty śruby statku spadły. Kapitan uznał, że coś się w nią wkręciło. Następnego dnia marynarze rozkręcili elementy pchacza, aby usunąć awarię. Okazało się, że w jej mechanizm wkręciła się ludzka skóra.
Bieg
Treść została skrócona. Zaloguj się, aby zobaczyć pełną treść.
Ten post ma 35 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.