Czyż nie dobija się koni??
ie, NIC SIĘ NIE STAŁO. Nie było kontroli- jeszcze nie dziś. To był tylko zwykły dzień w poradni, popołudnie w środku tygodnia. Dużo pacjentów , bo pora dogodna. Łatwych i trudnych, pierwszorazowych było dużo. Jedna dziewczyna w kiepskim stanie, ale bez zgody na zmianę leczenia, bez wglądu w chorobę i bez kogokolwiek bliskiego. Jak weszła, tak wyszła i tyle jej było. Więc co?? Dlaczego mam tak dość, że jestem zmęczona, upodlona, smutna i zirytowana? Wchodzę do pracy. Siadam w gabinecie, otwieram listę. Proszę pacjenta. Wypełniam kwitek do NFZ, odkładam na bok-o jeszcze nie wiem jaki symbol wpiszę. Otwieram kartę . Szukam ostatniego wpisu, żeby zgodnie z wola NFZ dzisiejszy wpisać jako kolejny. Jest, znalazłam. Data. numer procedury. wycena punktowa. Rozpoznanie? Zastanowię się. Pacjent już zaczyna mówić. "Powoli, proszę poczekać muszę wpisać kody". OK . Pacjent opowiada. Słucham. aha, dobieram leczenie. W myślach przykrawam terapię. Dopasowuję diagnozę. Szukam odłożonego świstka. Wpisuję d
Ten post ma 50 komentarzy. Zaloguj się, aby je przeczytać i dołączyć do dyskusji.